środa, 4 czerwca 2014

Przyjaźń damsko - męska





Po otwarciu listu o intrygującym tytule ,,Happy day :)" popadłam w stan cielęcego osłupienia pomieszanego ze wzruszeniem, które, cholercia jasna, rozmiękczyło mi tusz na rzęsach... Oprócz adekwatnej do tytułu treści list zawierał załącznik z tym oto kwiatkiem wręczonym mi na okoliczność piątej rocznicy wirtualnej znajomości! :)) Zawsze marzyłam o tym, żeby się zaprzyjaźnić z mężczyzną i wygląda na to, że - wirtualnie bo wirtualnie - ale mi się udało! :)) Nawet nie chcę słuchać, że to ,,tylko" wirtual. Co z tego, że on mnie nie zawiezie do pracy, gdy mi się zepsuje samochód, skoro są takie rzeczy, których nie wie o mnie nawet przyjaciółka od wożenia, a on wie? Nie potrafię jej na przykład pokazać wielu wierszy, bo nie jestem pewna jej reakcji. A on je czyta.
Po przeczytaniu listu siedziałam dłuższą chwilę przed monitorem i próbowałam objąć pięć ostatnich lat życia. Przez głowę przelatywały mi myśli, obrazy, słowa... A później wzrok padał na to zdjęcie z kwiatkiem i tusz robił się coraz bardziej miękki...
Pięć lat! Toż to kawał czasu! Przecież internetowe kontakty są jak bańki mydlane. Pękają pod wpływem jednego nieostrożnego ruchu lub gasną samoistnie, bo brakuje im powietrza. Ile takich baniek mydlanych w ciągu pięciu lat pękło w moim życiu? Ile w jego? Sporo. Jedne pękały cicho, inne z wielkim hukiem, a ta przetrwała. Ile realnych ,,przyjaźni" nie wytrzymało nawet pięciu lat? Ile w tym czasie było u niego i u mnie dramatów, zarwanych nocy? ,,Pocałunków? Schodów? Książek?"
Pięć lat temu zbiegiem okoliczności zaczęliśmy zupełnie nieświadomie budować wspólny domek z kart. Nieświadomie, bo i cóż to wielkiego? Jakiś komentarz na blogu, później jakieś listy, wreszcie ( może nie wypada? może lepiej nie?) głos w telefonie...Czy to tak wiele? Niby nie, w takim razie skąd nagle kwiatek w kopercie i pięć lat, które ktoś tak skrzętnie liczył... Skąd rozmiękczony do tego stopnia tusz, że zaczyna kapać?
Zastanawiam się, co zdecydowało o tym, że akurat ta znajomość/przyjaźń przetrwała tak długo i doszłam do wniosku, który mnie samą bardzo zaskoczył. Otóż zdecydował o tym po pierwsze dystans. Tak, tak, dystans. Obydwoje zachowujemy dystans do tej drugiej osoby. Nigdy nie naciskałam, nie próbowałam wnikać zbyt głęboko w jego życie, dawałam czas i przestrzeń, bo sama też jej potrzebuję. I dostawałam. Są rzeczy, które chce się z kimś obgadać, a są i takie, o których się woli milczeć nawet przed sobą.Jedne drzwi ktoś przed nami otwiera, inne uchyla, a jeszcze inne są zamknięte. Nie ma sensu szarpać za klamkę...
Druga rzecz, dzięki której ten domek z kart przetrwał tak długo to temperatura. Między nami zawsze było bardzo ciepło. Nie było wrzenia, nigdy nie było zimna, ale zawsze było ciepło. Jak to możliwe, żeby między kobietą i mężczyzną, którzy wprost przepadają za sobą, uwielbiają się ze sobą wygłupiać (w moim wypadku również płakać do słuchawki) i potrafią bez końca rozmawiać, nigdy nie zaczęło iskrzyć? Jest jeden jedyny, niezawodny sposób: mężczyzna musi być gejem. :D
Marilyn Monroe myliła się, śpiewając, że diamenty są najlepszymi przyjaciółmi dziewcząt. Uwierzcie mi, to nieprawda, są nimi geje!

Jak długo trwają Wasze najdłuższe, najbardziej sprawdzone wirtualne kontakty? W tej chwili piszę pod wpływem emocji, bo dla mnie te pięć lat to coś niezwykłego, ale może są tutaj znajomi ze stażem znacznie dłuższym? :)

39 komentarzy:

  1. Emmo,
    pierwsze co powiem : TO PIĘKNE.
    I masz rację jeśli są emocje, to dzieje się i żar i zimno a miedzy Wami to CIEPŁO to przyjaźń. Chciałabym mieć przyjaciela geja, ale jakoś jeszcze się nie udało. Wszystko przede mną ;) Może nie koniecznie wirtualnie, ale jestem na tak!
    Zupełny mam dystans do przyjaźni wirtualnych, bo łatwo skruszyć swój real. Poza tym dokładnie takie same mam odczucia, pękają niczym bańki mydlane.
    Ale Twoja przyjaźń skoro wytrwała 5 lat w takim klimacie, to ja Ci powiem Emmo, to nie bańka i nawet nie domek z kart, to solidna ławeczka z zadaszeniem w pięknym ogrodzie, Waszym.
    Ściskam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Migafko,
      ja sobie sama nawet nie zdawałam sprawy z tego, jakie to piękne. Dotarło to do mnie razem z tym kwiatkiem... ;)
      Muszę przyznać, że z żadnym mężczyzną o orientacji hetero nie udało mi się zaprzyjaźnić. Wcześniej czy później pojawiały się jakieś podteksty, dwuznaczności... Nie twierdzę, że tylko z ich strony. Widocznie ja też wysyłałam jakieś sygnały, skoro te podteksty się pojawiały...cóż... nic co ludzkie...;P
      Ale z gejem kompletnie nie wchodzą w grę te klimaty ;-))
      Szukaj geja, mówię Ci! :)))

      Usuń
    2. Ha! Jednego znalazłam ze szklanym okiem w Australii, jednak nie nadawaliśmy na tych samych falach, może to przez to oko? Być może. ;)
      Dla mnie to normalne,że hetero wysyłają sobie sygnały, tym bardziej jeśli się doskonale rozumieją. Wchodzi się w pewien nastrój a potem to już...następuje co następuje i nawet jeśli nie podobali się sobie kiedyś tam, mózg robi swoje.
      A Wam niech się trwa! :)

      Usuń
    3. Migafko,
      jak dobrze wiedzieć, że ktoś ma takie zdrowe podejście do tematu relacji damsko- męskich! Mnóstwo ludzi udaje, zaprzecza, zaperza się, wypiera... A po co? Wszyscy jesteśmy ulepieni z tej samej gliny... Wiadomo przecież, że nikt nie biegnie za każdym impulsem, ale na nic się nie zda twierdzenie, że tych impulsów nie ma ;-)
      Dzięki wielkie, bardzo lubię Twoje komentarze :)

      Usuń
  2. Cudowny wpis...nie dziwię się ze tusz Ci się rozmazał dziewczyno , jak mi pod wpływem Twojego tekstu ciepło się koło serca zrobiło i jakoś podejrzanie oczy zaczęły się szklić :)
    Taka przyjaźń nie zdarza się co dzień...pięć lat...znajomości faktycznie jak bańki mydlane - niestałe , pryskające nie wiadomo kiedy czasem po cichu czasem z hukiem ...a ta trwa...i żywię głęboką nadzieję ze trwać będzie niewzruszona...
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dalio,
      bardzo bym chciała, żeby to trwało :)
      A najdziwniejsze, że ja się wcale do tego nie przykładałam! Było miło, czasem smutno, bo ktoś przeżywał swój dramat, a tu nawet poklepać po plecach nie można, ani upić się z kimś dla zapomnienia ;-)) Może w tym sęk? Może gdy się człowiek zbytnio przykłada, to się spina i wówczas łatwiej coś zepsuć?
      Dzięki wielkie, Dalio. Chciałam o tym napisać, żeby trochę ciepła posłać w świat i może zainspirować... :)

      Usuń
    2. Najważniejsze aby nadawać na tych samych falach , akceptować i respektować siebie nawzajem , nie wchodzić z butami w czyjeś życie - to o czym pisałaś ...super jest mieć taką bratnią przyjacielską duszę - wtedy wszystko wypływa z serca :)
      "Przy­jaciel to ktoś, kto da­je ci to­talną swo­bodę by­cia sobą"
      ps. dziękuję za tą inspirację...miło wiedzieć że słowo przyjaźń nie jest już tylko pustym frazesem , ostatnimi czasy zauważyłam znaczne nadużycia przy jego stosowaniu....

      Usuń
    3. To prawda. Już nie mamy koleżanek i znajomych: mamy same przyjaciółki i przyjaciół. Powiem Ci, Dalio, że pisząc to wszystko, zastanawiałam się bardzo czy powinno paść słowo ,,przyjaźń" - mimo tych pięciu długich i dla obu stron niełatwych lat. Bo ono jest wyjątkowe. To dla mnie ten sam kaliber co miłość, tylko ma inne zabarwienie znaczeniowe.

      Tak, możliwość bycia sobą to najlepsze co można dostać od przyjaciela. W kontekście tego zastanawiam się nad swoimi przyjaźniami z realu i ... i nie mam pewności czy mam przyjaciółkę czy tylko bliską koleżankę. Szufladkowanie niczego nie zmienia, to tylko etykietka, ale ciekawa refleksja się pojawiła...

      Usuń
  3. :))))

    faaajnie :)) strasznie mnie ten wpis wzruszył. To takie miłe :)

    5 lat to kawał czasu, myślę sobie, że to musi być więź mocna i bezpieczna, takie są najlepsze... I ot z facetem :P Woow :)

    ja wirtualne przekładałam szybko na realne, moje najbliższe przyjaciółki poznałam w necie, dziś spotykamy się przynajmniej 1-2 razy miesiącu
    niektóre znajomości skończyły się szybciej, taki ich los, nie żałuję niczego
    spotykamy ludzi i mamy z nimi do przejścia jakiś kawałek drogi

    Oby Wasz był długi i pełen przyjaźni :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dżej,
      nie wiem czy masz świadomość, że Ciebie znam dłużej niż tego człowieka!
      Ale to jednak coś innego, prawda? Znamy się w zasadzie tylko z blogowego widzenia i jest dobrze.
      Każda znajomość rządzi się własnymi prawami. Jako typowy kot jesteś nieoswajalna i taką Cię lubię :)))

      Fajna sprawa, że wirtualne sprawdziło się w realu...tak trzymaj!

      Usuń
    2. :))) znamy się tyle lat, że muszę Ci kupić drzewo, a nie kwiat :D

      Usuń
    3. Dżej, równie dobrze ja Tobie :))
      Ale zauważ: żadna z nas nie liczy lat tej znajomości, nie pamiętamy od kiedy Nie wiem jak Ty, ale ja jakoś nie... A on pamiętał! :)

      Usuń
    4. oj,... to źle o nas świadczy :) zaraz poszperam w archiwum :P

      Usuń
    5. Moje archiwum zeżarł wirtualny potwór razem z pierwszą edycją Ptasiej ;(
      Na pewno więcej niż 5 lat. Wu poznałam później niż Ciebie.

      Usuń
    6. tak... 2008/2009 ale to wiecej ja u Ciebie pisałam, niż Ty u mnie :)

      Usuń
    7. Ja mniej, bo byłam nowa i nieobyta. A Ty byłaś starą wyjadaczką i mnie onieśmielałaś, nawet do teraz mi trochę tego zostało :))

      To my się umówmy na obchody dziesięciolecia! Jak szaleć to szaleć :))

      Usuń
  4. Do przyjaźni i tanga trzeba dwojga., czyli przepis na udaną komitywę:

    Mamy więc Nr.1 i Nr.2, wielki kocioł- taki stu litrowy, a w nim wywar magiczny, czarodziejska cud-Wuda, wielkie drewniane mieszadło i recepturę na różowym pergaminie.
    Trochę pasji z Numeru Jeden wymieszać z łatwością nawiązywania kontaktów numeru Dwa, odczekać chwilę, dosypać tajemniczość Numeru Jeden i inteligencję Dwójki, zamieszać dwa razy w lewo, potem raz w prawo. Posągową sylwetkę Jedynki rozetrzeć w moździerzu z uśmiechem Dwójki, zawartość moździerza wsypać do kotła. Głos Dwójki przyprawić beztroską Jedynki, dosypać naturalność i podejście do życia Dwójki, wymieszać dokładnie na wolnym ogniu, przelać do formy i ostudzić.
    I na koniec rzecz najważniejsza- pic powoli, by się nie zachłysnąć :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wu...
      Wszystko się zgadza, tylko kompletnie nie mogę się rozeznać, które z nas jest Dwójką a które Jedynką :))) To o inteligencji musi być o Tobie, o posągowej sylwetce też, o beztrosce - tym bardziej...Tak! Jesteś Jedynką :D
      Jeszcze raz dziękuję za kwiatka. Dawno nikt mnie tak nie wzruszył:***

      Usuń
    2. W gruncie rzeczy chodziło o kompatybilność:)) Dodam tylko, że inteligencja to stanowczo domena Dwójki:)))

      Usuń
    3. HA! tak czułam, że to chodzi o WU :D

      Usuń
  5. tylko pozazdrościć takiej znajomości :))) ja niestety nie mogę się pochwalić czymś takim, ale kto wie może w przyszłości.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polly, bo Ty jesteś na to za młoda, Dziecinko! Ty masz - o ile kojarzę - niewiele ponad roczek stażu w wirtualu, to jest malutko. Ja po roku blogowania nie byłabym na tyle odważna, żeby dać szansę takiej znajomości. Wszystko przed Tobą :))

      Usuń
  6. Emmo jak to pięknie opisałaś :) Gratuluję takiej znajomości, takiej przyjaźni :) Nie ważne, kiedy i w jaki sposób się poznaliście, ważne jest, że działacie na tych samych falach, macie stały kontakt i ufacie sobie :) I powtórzę słowa innych osób: to nie bańka mydlana, ani domek z kart, to jest wiejski domek z silnym fundamentem, drewnianą altaną i solidną ławeczką, na której siedzą, rozmawiają i delektują się swym towarzystwem dwie bratnie dusze :)

    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cząstko,
      pięknie ktoś to opisał. Mam nadzieję, że masz taki domek z solidną ławeczką...:) Ludzie nie dowierzają słowom, wiem, bo sama im często nie ufam, ale tak naprawdę ta przyjaźń to są słowa, słowa, słowa... One przenoszą pozytywne emocje, bo przecież nigdy na żywo nie widzieliśmy swoich twarzy. Dlatego tak kocham słowa: mają Moc!

      Dzięki serdeczne :*

      Usuń
  7. Och Emmo!
    Chyba nic mądrzejszego nie napiszę ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :*

      Mam nadzieję, że to będzie też inspiracja dla innych...:)

      Usuń
  8. Aaaaa!
    Zawsze marzyłam o tym, żeby mieć przyjaciela - geja. Pech chce, że w całym swoim 26 letnim życiu nie spotkałam jak dotąd żadnego (a jeżeli spotkałam przypadkiem to nie miałam o tym pojęcia).
    Moja najdłuższa znajomość tego typu? 4,5 roku. Do dziś. I nie wyobrażam sobie, żeby nagle mogło tego zabraknąć.
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ina,
      cztery i pół roku to świetny wynik! Sama wiesz, jak to bywa... jak łatwo pękają te bańki, sypią się domki, w które człowiek wkłada jakąś nadzieję. Bo dla mnie każdy nowy człowiek to jakaś nowa nadzieja...
      Trzymam kciuki, żeby te 4,5 trwało :)
      A odnośnie gejów... Bywają tu inni, tylko się rzadziej odzywają... ;-))

      Usuń
  9. Tu nie trzeba nic mówić....ta przyjaźń zakwitła pięknym kwiatem...:*:*
    PS. cudowny wpis..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)

      Dobrej nocy, sunrise, niech Ci się aniołki przyśnią:*

      Usuń
    2. Śniły się aniołki:* dziękuję:-)
      Dobrego weekendu...

      Usuń
  10. Prawdziwa przyjaźń ma tylko jedną wadę: nie zdarza się każdemu. Szkoda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko kwestia czasu i umiejętności dokonywania dobrych wyborów. Zawsze jakieś ryzyko jest, ale zaufaj intuicji. Ja tak zrobiłam. Był taki moment, gdy musiałam zdecydować. Posłuchałam intuicji...:)

      Usuń
  11. Moja piekną, choc stosunkowo krótkotrwałą przyjaźń z gejem opisałam w poście: "Avenue de Tervuren".
    Podobnie jak ty potrzebuję własnej przestrzeni, potrzebuje przyjaźni wirtualnych, bo tę prawdziwą realna, jedyną mam w postaci mego męża, te wirtualne znajomości nazywam "teoretycznymi zauroczeniami" i mimo, że są to czasami przyjaźnie damsko-meskie, to dzieki jak napisałaś , dystansowi, nie sa skażone namiętnościa, a tylko serdeczną przyjaźnią. Nie musze ich ukrywac przed mężem, zna mnie i wie , ze moje relacje są zawsze przejrzyste i bez podtekstów... Lubię słuchać zwierzeń ludzi, poznawać ich punkt widzenia, czasami sama potrzebuję wirtualnego wysłuchania. 5 lat to kawał czasu. wspaniała rzecz. Pielęgnuj tę przyjaźń. To najpiekniejsze co może zdarzyć się w wirtualu i tak rzadkie:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Agnieszko, bardzo dobrze opisałaś sedno sprawy. Tu nie chodzi o jakiś romansik na boku, zresztą w tych okolicznościach to odpada siłą rzeczy, ale o kontakt z kimś, z kim się nadaje na tych samych falach, kto czuje i myśli podobnie, kto potrafi być wsparciem w trudnych momentach. Nawet jeśli w wirtualnych kontaktach pojawia się ,,zauroczenie" jak to napisałaś, to nie ma obawy, życie szybko wszystko zweryfikuje...:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie mam takich kontaktów a chciałbym z kimś popisać o byle czym ale i tych egzystencjalnych sprawach.Może piszę za smutno, to może dlatego nie mam takich znajomych ani tym bardziej przyjaźni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Horrorze,
      wybacz, że odpisuję dopiero dziś, gdy już pewnie sam zapomniałeś o tym komentarzu i go już raczej nie przeczytasz, ale spróbować zawsze można... Mam jakiś problem z szablonem blogowym i powiadomienia o komentarzach nie przychodzą mi na pocztę jak dawniej. Rzadko mi się zdarza zaglądać pod stare wpisy... Dlatego dopiero dziś. Jeśli chcesz, odezwij się, adres mailowy w profilu, ale dla pewności podam: piosenkaptasia@gmail.com

      Usuń

Zblogowani

zBLOGowani.pl