![]() |
| Scarlett Ohara |
Między kwitnieniem niezapominajek a ostróżek biorę głębszy oddech. Od kilku dni kręcą się wokół mnie jakieś słowa, z którymi nie bardzo wiem, co zrobić, więc próbuję wyjść z tego obronną ręką i dać im wyraz(y). Jakieś przypomnienia i nawet przemyślenia. Jakieś obrazy i dźwięki. Przeglądanie starych tekstów i ciepło na sercu. Kilka wierszy napisanych i jeden zaczęty, którego puenta dojrzewa bardzo powoli. Znaki zapytania i nieudolne próby odpowiedzi. Małe tęsknoty. Dużo zieleni i powietrza. Jerzyki fruwające nad głową i psy kręcące się pod nogami. Obłoków fantasmagorie i nowe poidełko dla ptaków. Życie.
Paznokcie mam zniszczone od wyrywania chwastów, a to powinno mnie skłonić do natychmiastowych zabiegów pielęgnacyjnych. Nie skłania. :) Włosy mi urosły, bo od wiosny 2025 nie raczyłam odwiedzić fryzjera, więc z tymi paznokciami bez pomalunku i coraz dłuższymi włosami jestem sobie zapuszczona. Nawet mi się nie chce wyrównać końcówek! I to robię ja, która obowiązkowo raz na miesiąc bywałam u fryzjera. W dodatku strasznie mi się podoba ten stan . Chyba za długo byłam paniusią na obcasach, więc zakupiłam trampki, a kilka par eleganckich butów wyrzuciłam do odpadów mieszanych. Witaj swobodo.
I zostań na dłużej.
Trochę mnie przeczołgała ta długa i mroźna zima. Co prawda ze śniegiem mam przyjazne relacje, ale z mrozem już mniej. Jednak wszystko ma jakąś dobrą stronę, bo dzięki długiej zimie wyjątkowo dużo czytałam. Właśnie skończyłam książkę Alejandro Zambry ,,Chilijski poeta". Książka dowcipna, inteligentna i bardzo wrażliwie napisana. Urzeka brak patosu i wrażenie autentyczności w tej opowieści, którą recenzenci ujmują jako historię miłosną Carli i Gonzalo, ale wg mnie to fałszywy i powierzchownie potraktowany trop. Tak naprawdę im głębiej się zanurzamy w tej niebanalnej prozie, coraz wyraźniej na pierwszy plan wypływa relacja między Gonzalo a jego pasierbem Vicentem i to ona w finale gra pierwsze skrzypce. Oliwa na wierzch wypływa. Mając spojrzenie raz na zawsze zaprószone Jungiem i jemu podobnymi, widzę w tym potrzebę rekonstrukcji własnego dzieciństwa, którą podejmuje Gonzalo, poprzez bycie takim ojczymem dla Vicentego, jakiego ojca on sam kiedyś potrzebował, ale go nie miał. Czy ktoś oprócz mnie to dostrzega? Nie wiem. Przyznaję, że nie sprawdzałam.
Obserwuję u siebie przypływ fobii społecznej, która się zwykle nasila wraz z okresowym pobytem w kraju mojego sąsiada. Jest do zerzygania miły i nie przepuści żadnej okazji, żeby sobie z kimś nie uciąć pogawędki. Mam wrażenie, że gość czatuje na ludzi, bo wyłania się zza winkla tak znienacka, że człowiek nie ma szans. Według moich standardów w kontaktach sąsiedzkich wystarczy kilka przyjaznych słów raz na jakiś czas tudzież codzienne rytualne i uśmiechnięte ,,cześć". Ale on ma inne standardy i potrzebuje wisieć na ogrodzeniu godzinami, codziennie z każdej strony, żeby zaspokoić swoją potrzebę tokowania. Tak, tak, chodzi o tokowanie, tyle tylko że on śpiewa swoją pieśń godową sam dla siebie i pławi się we własnym poczuciu bycia sympatycznym jako Się już rzekło- do zerzygania. I czemu mnie to tak mierzi? To próbuję rozkminić, ale im bardziej próbuję, tym większa mnie dopada fobia. Wczoraj odkryłam, że chcąc podlać paprocie, skradam się i tak cichutko otwieram zbiornik z wodą, żeby pokrywa nie stuknęła, bo w przeciwnym razie on natychmiast wystawia głowę i podchodzi w celu wiadomym, co wywołuje u mnie taki wkurw, że wolę to idiotyczne skradanie niż kolejny kontakt społeczny z mistrzem small talku.
I teraz myślę, że ten post miał być przecież inny! Miał dotyczyć tajemniczych znaków, jakie wysyła do mnie Wszechświat. Dni, w których rozwiewa się kolejna warstwa ułudy. Przeczuć i niedopowiedzeń. Nagłych wzruszeń i odkryć dokonywanych pod wpływem drobnych zdarzeń. To miał być post o tym, że docierają do mnie pocztówki z przeszłości, a Niegrzeczna Dziewczynka jest jak staroświecka radiostacja, która nawet nie potrzebuje światłowodów, żeby wysłać sygnał o swoim istnieniu. Czytając ten tekst udowodnisz, że mam rację. Kolaps funkcji falowej. Akt obserwacji materializuje obiekt. Jestem. Na dobrą sprawę dopóki będziesz - ja będę. I chyba po to są słowa. Żeby Się stworzyć. Może nawet być swoim własnym obserwatorem, jeśli obserwatorów zewnętrznych brak. A więc stwarzam Się. To tak jak mój sąsiad jest sam dla siebie interlokutorem, a ja mu tylko zapewniam społecznie akceptowalne alibi i pozwalam błyszczeć przed samym sobą.
