Motyw molestowania seksualnego w tej wersji był dla mnie szokiem. Skwituję to słowami wspomnianego pana Alberta, wieloletniego przyjaciela tragicznej rodziny: ,,nigdy mi to nie przyszło do głowy”. Może powinno? Może trzeba znać wszelkie odmiany i odcienie Mroku? Wszystkie formy i techniki znęcania się nad bezbronnymi? Może czytałam za mało horrorów, za mało kryminałów i filmów z przemocą? Może niepotrzebnie ponad 10 lat temu wyrzuciłam telewizor, bo wylewało się z niego tyle brudu, że nawet zmiana kanału wydawała mi się nie dość skuteczna? Może gdybym... to byłabym odporniejsza? Bardziej świadoma? Przygotowana na spotkanie z kotojadami?
Może wybudowałam sobie wysoką wieżę z papieru, na straży postawiłam Cortazara w lśniącej zbroi średniowiecznego rycerza i Emily Dickinson w ogromnej czarnej krynolinie, z włosami uczesanymi w staroświecki kok. Wybudowałam wieżę, z której nie widać prawdziwego życia? Otoczyłam fosą? Mam parasol, który chroni mnie przed nocą? Może.
W końcu wypadłam ze swojej wieży. Zrobiło się ,,ciemno, prawie noc”. Wieżo z kości słoniowej, stolico mądrości...Najświętsza panienko…! Wpadłam w trakcie czytania do podziemnego korytarza, w którym pedofile kręcą filmy pornograficzne z udziałem porwanych dzieci i zwierząt. Musiałam przerwać czytanie na tydzień. Wznowiłam, żeby się doszukać światła w tych ciemnościach, które przysłoniły mi literacki kunszt, z jakim powieść została napisana. Jest w niej żonglerka słowem i konwencjami. Jest horror, satyra polityczna, kompozycja szkatułkowa, szczypta dziewiętnastowiecznej powieści epistolarnej, dramatu psychologicznego i klasycznej obyczajówki. Zastanawiam się od kilku dni, myślę i myślę: jak daleko może się posunąć literatura beletrystyczna dla zwiększenia siły rażenia? Okazuje się, że bardzo daleko. Zło w świecie tej powieści atakuje na wiele sposobów, jest przebiegłe i ma wielu reprezentantów. Zło jest w ciągłym natarciu. Dobro z natury jest bardziej pasywne, cichsze, bledsze, mniej rzucające się w oczy, nie lubiące rozgłosu, chociaż rozpisane na wiele głosów i podejmujące nierówną walkę ze Złem:
-pan Albert
--jego przybrani rodzice
-księżna Daisy
-Babcyjka
-Kokota
-Malwa Makota i inne kociary...
Wymieniam ich imiona i czuję, jak Dobro rośnie. Każda z tych postaci to kolejny stopień na schodach do mojej ukochanej wieży. Wieżo z kości...stolico mądrości…
-Alicja i Marcin
-Celestyna i Adam są nośnikami aktywnego pierwiastka dobra. Potrafią działać, są odważni.
-Celestyna i Adam są nośnikami aktywnego pierwiastka dobra. Potrafią działać, są odważni.
Wieżo z kości...najświętsza panienko…stolico mądrości…
I ostatni stopień: mała dziewczynka na tylnym siedzeniu samochodu, córeczka Alicji. Ufff...I jestem u siebie. Co za ulga. Moja papierowa wieża ocalała, tylko łóżko i szafa przesunęły się pod przeciwległą ścianę pod wpływem wstrząsów tektonicznych. Zatrzaskuję klapę w podłodze, napieram całym ciałem na szafę i stawiam ją na włazie. Z kąta wychodzi kobieta w sukni z ogromną krynoliną i mówi:
Lub nawiedzonym Domem -
Nie ma Wnętrz straszniejszych niż Mózgu
Korytarze kryjome -
Ileż bezpieczniej - o Północy
Ujrzeć Upiora przed sobą -
Niż spojrzeć w twarz własnym - wewnętrznym -
Pustkom i Chłodom.
Prościej gnać przez widmowe Opactwo,
Gdy hurgot Głazów nas goni -
Niż stanąć z sobą do walki -
Bez Broni -
Własne Ja - gdy się zaczai
Za Samym Sobą -
Przerazi bardziej niż Morderca
W pokoju obok.
Ciało - wyciąga Rewolwer -
Drzwi ryglują trzęsące się ręce -
Przeoczając potężniejsze widmo -
Lub nawet Więcej -
Garść cytatów dla wytrwałych, którzy dotarli do końca tej mojej chaotycznej pisaniny:




