poniedziałek, 4 maja 2015

D jak drzwi


Julie de Waroquier



Są ludzie, którzy od razu otwierają drzwi na oścież. Wystarczy, że usłyszą kroki na schodach, a już są przy progu. Ledwie wyciągniesz palec w kierunku dzwonka, a już słychać zgrzyt zamka  - i otwarte. 
- Można? - pytam nieśmiało.
- No co się pytasz! Wchodź! - pada entuzjastyczna odpowiedź, która mnie tyleż zachęca co peszy.
Wówczas długo wycieram buty, jeszcze dłużej szukam wieszaka. Zdejmuję płaszcz i gorączkowo przeglądam to, co przyniosłam: wszystkie myśli, uczucia, wątpliwości, pytania do (nie)zadania…Spory asortyment życiowych postaw, sympatii, empatii, apatii. Czy aby nie za mało? Czy nie wybrakowane? Czy gospodarz nie będzie zawiedziony? Czy nie pożałuje, że tak ochoczo mnie wpuścił z całym tym kramem, który gromadzi się w człowieku przez lata? Owszem, przynoszę też kwiaty, śpiew skowronka i cały ten uroczy kicz, który koi emocje smakiem landrynek, ale są również ruchome piaski i pola minowe. Jest szmaragdowe jezioro i zacumowana w szuwarach łódka zachęcająca do przejażdżki. Jednak żeby nią popłynąć, trzeba mieć wiosło, a trzymają je w domach tylko ci, którzy sami posiadają jeziora i łódki.
I ja z tym wszystkim do człowieka, który otwiera przede mną drzwi na całą szerokość …?! Z łódką bez wiosła i polem minowym? Bo są tacy ludzie, którzy od razu na oścież, nie patrząc, co się przyniosło.  
Są też tacy, którzy słysząc ,,puk puk”, chowają się w głąb mieszkania z nadzieją, że to nie do nich. Dawniej stojąc pod takimi drzwiami, pukałabym głośniej. Dawnej sądziłam, że ktoś nie słyszy. Teraz już wiem, że można słyszeć, ale nie chcieć otworzyć. Teraz mówię: ,,Ok, już idę, nie ma sprawy. Rozumiem.” :) I naprawdę rozumiem, że czasem nawet najcichsze pukanie brzmi jak walenie pięścią. Potrafię uszanować czyjąś potrzebę samotności.
A co z moimi drzwiami? Dawniej słysząc  pukanie wołałam ,,No co się pytasz? Wchodź” i otwierałam każdemu. I zawsze miałam wiosło do cudzej łódki. I każdy mógł wejść, zostawić w kuchni niewypał, skórkę po bananie na podłodze, papierek po cukierku na stole… A teraz najpierw uchylam, patrzę, pytam: ,,Kto tam?”, a dopiero później wpuszczam do środka. Zdarza mi się nawet nie otwierać…Kilka wywrotek na skórce po bananie uczy szanowania nie tylko cudzych, ale i własnych granic, chociaż według niektórych szkół one nie istnieją.


36 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Czym życie byłoby bez nich ;-))

      Usuń
  2. Skoro ktoś znał numer naszego mieszkania i kod do domofonu, to znaczy, że swój :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam żadnych kodów ani domofonu. Może tu jest pies pogrzebany?? :)))

      Usuń
  3. Przemyciłaś tu parę spostrzeżeń, z którymi też się zmagam... Gdy pukają do mojej duszy nie wiem czy otworzyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domino,
      kiedyś powiedziałabym bez wahania: no jasne! :))
      Ale teraz sama mam z tym problem. Wiem jednak, że życie w zamknięciu nie może być dobre. Wczoraj zdarzyło się coś, co mną potrząsnęło i uświadomiło mi, że ludzie sś dla mnie ważniejsi niż sama byłabym skłonna przed sobą ( i nimi ) przyznać.

      Usuń
    2. Ładnie piszesz, z przyjemnością to czytam.

      Usuń
  4. a ja nadal na całą szerokość i wódeczką i chlebem witam
    ja tak mam, więc zamiast zmienić zachowanie, zmieniłam podejście

    skóra mi zgrubła i dupa od ciągłych przewrotek na bananie zyskała twardość.
    uwielbiam próbować
    do szaleństwa ....

    Uwielbiam Emmo, kocham Twoje pisanie i to, co ze mną robi :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja Cię kocham, Dżejku, za tę całą szerokość! :))
      Ot, paradoks: sama uchylam ostrożnie, ale jeśli widzę drzwi otwarte na oścież i wódeczkę - w to mi graj, a jakże ;-)) Tak, skóra grubnie. I dobrze. Warstwę ochronną trzeba mieć.

      Miałam nadzieję, że Cię w końcu wyciągnę z tej gawry, bo się zakopałaś w kolorowych szkłach i ani widu, ani słychu. Niepokoją mnie skłonności wsobne - nie tylko własne... :))

      Usuń
    2. a bo ja, uważasz, w lekki przeciąg wpadłam, bo prócz drzwi to jeszcze okno uchyliłam

      i teraz mam, czego chciałam :P
      prawdziwa ze mnie femme fatale od wczoraj, oswajam sie z wizerunkiem :)))

      Ściskam i całuję:*

      Usuń
    3. O rajuśku, zaraz lecę pofruwać w tych Twoich fatalnych przeciągach ;))))

      Usuń
  5. Są ludzie, dla których od razu otwieramy drzwi na oścież. I są tacy, przed którymi się chowamy. Problem w tym, że skórkę od banana mogą zostawić i jedni, i drudzy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie masz rację. Zastanawiam się teraz, ile skórek po bananach sama zostawiłam i komu... Wykluczyć tego nie mogę, chociaż bardzo bym chciała.

      Usuń
  6. Też się kilka razy przejechałam na skórce od banana i jestem ostrożna. Cudne porównanie! Dlatego tak lubię Cie odwiedzać Emmo. Wchodzę cichutko i bez pukania, ale mam nadzieję, że ptasi trzepot moich niebieskich skrzydeł nie brzmi jak huragan :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martuś,
      obie należymy do żywotów powietrznych. Nie bez kozery te ptaszki w awatarach. Twój trzepot zawsze wnosi coś dobrego, podtrzymuje na duchu i krzepi. Tak Cię odbieram. :)

      No i motywuje! :)

      Usuń
  7. No wlasnie...zamyslilam sie. Te granice tak na koncu o nich napisalas. Teoretycznie wszyscy jestesmy powiazani - scaleni - nawet. Ale praktycznie jest roznie z tym otwieraniem. W kazdym razie nasza intuicja jest aktywna wciaz i mam nadzieje, ze ona rozpozna naszych powinowatych, naszych bliskich...licze na to.

    pozdrawiam goraco i sciskam,
    pa Emma:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asha! Jak miło Cię widzieć! Wchodź! :))
      Jak to dobrze, że zaglądasz! Co jakiś czas mam tutaj falę powrotów czy też odwiedzin bardzo dawno nie widzianych znajomych i zawsze jest wtedy radość w gnieździe. :))

      Tak, Intuicja...trzeba się nauczyć jej słuchać. Trzeba mieć dużo ciszy, żeby usłyszeć ten szept.

      Serdeczności wielkie :*

      Usuń
    2. Ale fajnie to czytac. Kochana jestes! Masz piekne serce!:)

      Usuń
    3. Ale fajnie to czytac. Kochana jestes! Masz piekne serce!:)

      Usuń
    4. Nie wiem, co powiedzieć. ;-)

      Usuń
  8. takie wywrotki na skórce od banana czasami pozostawiają trwałe blizny :(
    rozumiem Cię doskonale, bo też kiedyś szeroko otwierałam drzwi. teraz raczej się czaję za nimi, chociaż ....czasami łamię zasadę ostrożności, bo zwyczajnie lubię ludzi. później liżę rany, wyciągam wnioski aż do następnego razu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polly,
      to tak jak ja. :)) Zarzekam się, że następnym razem będę mądrzejsza, że już nigdy...A później robię dokładnie to samo. Ale myślę, że jest jakaś pamięć blizn, która i tak działa w tle, nawet bez naszej świadomości i nas ochrania. byle nie zamykała w kokonie na zawsze i dla wszystkich...

      Usuń
  9. Twoje teksty, Emmo, są jak małe kamyczki, które wywołują lawinę :) Do moich drzwi nikt nie puka, nikt nie dobija się. Czasami tylko ktoś zabłądzi. A ja? Zazwyczaj wybierałam te zamknięte przede mną i siedziałam pod nimi czekając na cud, który nie zdarzał się. Są ludzie, którzy nie uczą się na błędach nie dlatego, że nie chcą czy nie potrafią. Oni wierzą w inny świat i mają inne wartości. Ale jak to mówią, co za dużo, to i świnia nie zje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. eva,
      zdarzyło mi się przesiadywać pod takimi drzwiami zamkniętymi na głucho. Głaskałam deski, nuciłam kołysanki i mruczałam magiczne zaklęcia: Sezamie otwórz się...! Ale bez skutku.
      To nie był stracony czas, bo nauczył mnie odchodzenia i szukania mniej opornych skarbców. :)
      W przełożeniu na życiowe konkrety wygląda to tak, że unikam ludzi z trudnymi charakterami, którzy dawniej działali na mnie jak magnes. Wystarczy, że sama mam trudny charakter - dwa grzybki w barszcz to za dużo ;))

      Usuń
  10. Najgorzej jest wtedy gdy ktoś próbuje wyważyć nasze drzwi.. a najlepiej jest wtedy kiedy czeka cierpliwie na nasze ciche 'proszę' :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izabela,
      dokładnie tak. Ale trzeba wiedzieć, że czyjaś cierpliwość może się wyczerpać. I tu się bardzo przydaje Intuicja. :)

      Usuń
  11. a Babcia mówiła: dziecko rozmawiaj (otwieraj) z każdym, i z "mądrym" i z "głupim", bo każdy ma swoją historię, bo każdy coś wnosi do naszego życia i czegoś nas "uczy" - ale to było dawno.... ;)))))

    kiedyś słuchałam Babci, teraz już nie ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maminko,
      życie nas uczy wielu rzeczy. Nie zawsze chciałabym akurat takie nauki pobierać, ale cóż... Chyba trzeba intuicyjnie wyczuć stopień tego otwarcia na świat tak, aby nie odtrącać życzliwych, ale i ochraniać własną wrażliwość, bo ona jest potrzebna nie tyle nem samym, co innym. :)

      Usuń
  12. Dawniej otwierałam drzwi na oścież, wpuszczałam do środka wszystko co było po drugiej stronie. Byłam ciekawa i podekscytowana. Teraz nie jestem. Nie żeby przeszkadzały mi skórki po bananach. Nie chce mi się, nie jestem ciekawa. Lubię samotność, potrzebuję jej. To dziwne, jakby wbrew mojej naturze. Często czuję się z tego powodu winna i wciąż otwieram te drzwi. Totalna niekonsekwencja.
    Przesyłam pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, ja cały czas czuję w sobie te dwa żywioły i obydwa są jednakowo silne. Z jednej strony potrzeba kontaktu, nadal ciekawość świata i ludzi, ale jednocześnie równie silna potrzeba samotności. Jakoś to próbuję godzić, wyważać proporcje... A najbardziej się cieszę, gdy poznaję ludzi, którzy tę potrzebę samotności sami mają, bo wówczas potrafią mnie zrozumieć i nie mieć za złe. :)

      Usuń
  13. No to ja mam jeszcze tak jak miałaś dawniej. Nadal wołam głośno" no co się pytasz? wchodź!" i chyba jeszcze skórka od banana nie przejechała mnie ... albo ja na niej... ale bywa że już ostrożniej stąpam i ostrożniej wiosło podaje i czasem się zastanawiam czy podać, bo bywa że i o moje wiosło pytania są, oddać, dać, zabrać.
    I uważniej słucham gościa, i mocniej wyczuwam coś co bywa ukryte...
    A tak, nie otwieramy gdy z Diabłem figlujemy, ale to tylko niezapowiedzianym gościom. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Migafko,
      jak figlujecie z Diabłem, to niech nikt nie śmie pukać! To święty czas - choć trochę rogaty ;-)))

      Właśnie to wsłuchiwanie jest ważne. :) Kiedyś tego nie potrafiłam, ale życie uczy wielu rzeczy - nie zawsze takich, jakie chciałoby się umieć. Byłoby cudownie, gdyby każdy mógł zaufać każdemu tak do końca, bez reszty, bez zadawania pytań i cienia wątpliwości. Ale jednak pytamy, obserwujemy, słuchamy intuicji...

      Usuń
  14. Ileż cennych refleksji! Już wczoraj czytałam, ale byłam zbyt śpiąca, by zostawić ślad. Wiele, zbieżnych z Twoimi, mam doświadczeń. Poza tym dobrze mi się Cię czyta, więc wróciłam jeszcze raz. ;-) Ahoj!
    A ponadto przypomniałaś mi, że tez kiedyś o drzwiach pisałam. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fibula, cieszę się, że wróciłaś - tym bardziej z racji tych zbieżności :)

      Dawaj te drzwi! Gdzie one są! Walić pięścią nie będę, ale chętnie bym poczytała. :))

      Usuń
    2. Przychodzę (wracam), bo lubię. :-)

      U mnie niewiele czytania, ale odszukałam, więc są (na końcu strony) http://myslirozrzucone.blogspot.com/search?q=Drzwi&updated-max=2014-02-14T09:20:00%2B01:00&max-results=20&start=3&by-date=false

      Usuń
    3. O, tu będzie łatwiej, bo nie trzeba szukać (sorki, tak z rozpędu tamto wkleiłam)
      http://myslirozrzucone.blogspot.com/2014/08/wariacja-by-nie-zwariowac-23022013.html

      Usuń

Zblogowani

zBLOGowani.pl