wtorek, 31 grudnia 2013

Noworoczne życznienia w black and white

Po pierwsze życzę Wam, abyście z imprezy sylwestrowej wrócili w lepszym stanie niż pierwszy rok Princeton Anno Domini  1893 z bitwy na śnieżki. Co prawda śniegu nie dowieźli, ale szampana tak... 
Zatem życzę wszystkim odrobinę mniej szampańskiej zabawy ;-))





Po drugie aby Wasze serca nie straciły umiejętności kochania i nie zamieniły się w pustynię.  Niech szczęście łasi się do Waszych stóp każdego dnia jak bury kot, abyście nigdy za nim nie musieli gonić, bo szczęście, które trzeba gonić chętnie zamienia się w pecha. 



Życzę Wam także, abyście umieli zrzucić z pleców zbędny balast i nigdy nie witali nowych szans tak, jak ta 106- letnia ormiańska staruszka w 1990 roku ;-)



Z wyrazami wdzięczności za cały wspólnie spędzony rok
Emma Ernst

Grafika 2: D. Klimczak 

niedziela, 29 grudnia 2013

...trzeba być dobrze naoliwionym




Współżyjemy z wewnętrzną rzeczywistością, której nie wolno gwałcić, jeśli chcemy być zdrowi. Rzeczywisytość zewnętrzna bywa ciężka, ale możemy ją zwalczać lub zamienić na inną. Wewnętrznej nie zwalczymy ani nie zamienimy, trzeba z nią żyć w pokoju lub wojnie, lecz jej nie umkniemy.  ( s.52)


...ludzie nie mogą żyć w niebie ogrzanym do temperatury piekieł. ( 53)


Rządzi głupsza strona. (56)


Jeżeli kochasz, stajesz u progu śmierci. ( 83)


A przecież ja osobiście, jak tu siedzę, jestem samą przeszłością. Ona siedzi mi na karku, kiedy posuwam się naprzód i tylko z nią żyć mogę. Tylko maleńką cząsteczkę czasu zużywamy na regulowanie teraźniejszości. A niemal każdy moment musimy poświęcać na regulowanie przeszłości, na porządkowanie wydarzeń wczorajszych, sprzed roku albo i sprzed piętnastu lat. (107)


Tylko bezbożnicy coś wiedzą o Bogu.( 110)


O dzieciństwa trzeba się uczyć, jak troszczyć się o siebie i w codziennych kontaktach być dobrze naoliwionym. ( 124)


Człowiek powinien lepiej znać siebie i choć raz móc obejrzeć swoje drugie ja, ową tajemną istotę, w zwierciadle. Zobaczyć oblicze swego nieznanego towarzysza. ( 254)


Jeżeli prorok staje się zbyt wielki, los wyposaża go w uczniów i niech Bóg zlituje się nad ich wychowankami. ( 362)

Szatan miłości siedzi ukryty w głębi ciemnego labiryntu, już mu następowałem na pięty, ale dostrzegłem tylko kosmaty ogon znikający za najbliższym zakrętem. A zresztą to nie tak mało. Gdyby udało się komuś złapać ten ogon, usłyszeć, jak diabeł drapie i tupie, żeby się uwolnić, ciągnąć za ogonisko jak za linę kotwiczną, ziejącego ogniem chwycić za kark, bez zmrużenia powiek zajrzeć mu w oczy i zapytać jaki on tak naprawdę jest?
Niestety, on by tylko zełgał. (365)


Aksel Sandemose ,,Przeszłość jest snem"


Grafika: Catherine-Aleksandre

piątek, 27 grudnia 2013

Taniec na linie




Jeszcze jeden mały krok,
wzrok przed siebie, nie patrz w bok
i wyprostuj chude plecy.

Słodki uśmiech, jakiś sex
z tym obecnym lub z tym ex,
który nadal jest do rzeczy. 

Tanie kino albo cyrk,
w którym klaunem jesteś ty,
choć nie chciałaś tej maski.

Jeden zakręt albo dwa,
każda z nas to dobrze zna -
życie ma cienie i blaski.

Czasem ciepło, czasem chłód,
rano - piołun, w nocy - miód,
chęć dotarcia do sedna rzeczy.

Choć ucieka wszelki sens,
jeszcze łyczek jeszcze kęs,
zanim utracisz apetyt.

Choć pod stopą lina drży,
powygładzaj zmięte sny.
Puder, szminka - pora iść. 


Grafika: Trolex

niedziela, 22 grudnia 2013

Pocztówka świąteczna black&white

Jeśli macie dziurawe buty, życzę Wam, aby znalazł się jakiś szewc, który je załata lub uszyje nowe. Oby sprawiły Wam tyle radości, ile jej jest na buzi tego austriackiego chłopczyka z czasów II wojny światowej. 


Życzę Wam też karpia bez ości i dobrego apetytu. Abyście potrafili pałaszować ze smakiem własną codzienność, tak jak dzieci w czasach Wielkiego Kryzysu jadły kapustę i rzepę. 


No i żebyście nie wylewali alkoholu przez okna, tak jak to czyniono w czasach prohibicji w Detroit w 1929 roku. Świadomi faktu, że alkohol jest legalny, nie wylewajcie też za kołnierze ;-))



Z wyrazami sympatii:
Emma Ernst

czwartek, 19 grudnia 2013

Kocia piosenka





Poszłam na spacer mimochodem,
kupiłam wafelek z lodem
i nie wiedziałam wcale o tem,
że jestem czarnym kotem,
który przeleciał ci drogę
i przyniósł trochę smutku,
więc stukaj w niemalowane -
do skutku.

Bo ja jestem nierealna,
słodko - gorzka
i feralna.
Cóż, wanilia i pieprz,
przecież czytasz,
to sam wiesz.

Nie róbmy tragedii z kota,
choć to figlarz i niecnota.
Przyszedł, to i pójdzie precz,
ot i w skrócie cała rzecz.
Nie traktuj sprawy poważnie,
ale czytaj uważnie:
nawet koty, co mruczą,
życia nas uczą. 

Ty też bywasz nierealny,
słodko - gorzki
i feralny.
Czarne futro masz,
chociaż ludzką twarz.

Jeśli ci przyjdzie ochota,
potępić jakiegoś kota,
nie zapomnij miła o tem,
że też bywasz kotem,
który z czarnego futerka
figlarnie zerka.

Ty też bywasz nierealna,
słodko - gorzka
i feralna,
przyczyną jesteś burz,
ale i słońca,
no cóż...!



Grafika: M. Orlowska

środa, 18 grudnia 2013

***




płyńmy

płyńmy białym katamaranem
pod żaglem z prześcieradła

odgarniesz mi włosy z czoła
i powiesz: tańcz
zastukają kastaniety
zapłonie święty ogień dwojga
i każe nam ciasno przylegać

meduzy niespokojnych palców
zaczną pełzać po ciepłych plażach
rysując labirynt
z którego wyjdziemy o brzasku
prosto w jaskrawy dzień

moje oczy 
zaświecą twoim światłem

twoje dłonie
przechowają mój zapach



Grafika: J. de Waroquier

niedziela, 15 grudnia 2013

Myjąca włosy



kłębią się obłoki
powietrzną watą owijają Ziemię
wędrowne ptaki odlatują
i znowu wracają

a ona tam wciąż myje włosy

rozgarnia palcami przejrzystą strugę
wodę zaplata w warkocz
zatrzymana tuż przed odfrunięciem
na cmentarzysko starych fotografii

podpatrujący ją chłopiec
miał na zawsze zapamiętać
że jedynym mrokiem
w tym teatrze światła
był jej własny cień
a ona była
skondensowanym blaskiem

już nigdy więcej kobiece ramiona
nie potrafiły tak migotać w promieniach
ani stopy tak czule
oddawać ciepło kamieniom
jak wtedy

gdy odleciała -
wszystko stało się cieniem



Fot. Psiząb

piątek, 13 grudnia 2013

Orgazm duchowy



Co jakiś czas wypływała z mroków niepamięci nagłymi skojarzeniami. Nie dawała o sobie zapomnieć. Wreszcie ją mam. Dotykam płóciennej okładki i czytam czerwone litery:

 Aksel Sandemose 
Przeszłość jest snem

Przypominam sobie pokręconą nastolatkę w martensach, która wypożyczyła tę książkę w bibliotece publicznej. Nastolatka, która śniła swoją dorosłość. Teraz jestem dorosła i próbuję wyśnić siebie nastoletnią - bo przeszłość jest snem - odnaleźć własne naiwne wzruszenia i zachwyty zasuszone między kartkami tej książki. Trzymałam ją wtedy tak długo, aż przyszło upomnienie. Oddałam z bólem serca i tylko dlatego, iż pani z biblioteki zagroziła, że mi już nigdy niczego nie wypożyczy.
Dziś przewracam kartki tego samego wydania i czytam na przykład takie słowa, które i Wam daję pod rozwagę:

Tak, prawdą jest, że jeśli myślimy o cudzym cierpieniu, opowiadamy o własnym. (s. 5)

,,Tylko morderstwo i miłość zasługują na to, aby o nich pisać." - To nieprawda, o niczym nie warto pisać. Jedyne, co ma wartość, to cisza; siedzieć pośród wielkiej ciszy i wsłuchiwać się w nią, bez żadnych pragnień. ( 7)

Tego, co powinniśmy pisać o sobie, ani nie potrafimy, ani nie ośmielimy się napisać - mawiał Gunder. Nikt nie potrafi ani nie odważy się tego zrobić. Ryzyko byłoby za duże. Kto może pisać o sobie wszystko bez ryzyka, ten jest zerem. (23)

Później okazało się, że zbliżenie duchowe między nami jest również możliwe. I to jest miłość: intelektualne spotkanie z istotą, dla której krew twoja wrze. (28)


Słońce wlewa się do kuchni przez dwa duże okna. Promienie błądzą po mojej twarzy, po literach, po kredensie. Głaszczą po głowie. Nasłuchuję odgłosów Wewnętrznego Miasta, które budzi się do życia pod wpływem tych akapitów. Zamyślam się co chwilę nad jakimś fragmentem i nad tamtymi martensami, które zamieniłam na szpilki tylko dla niepoznaki, żeby przetrwać w świecie lalek Barbie. Nagle dopada mnie uciecha. Jestem dopiero na trzydziestej stronie! Jeszcze tyle przyjemności przede mną! :))

Grafika: W. K. Nikiforow



środa, 11 grudnia 2013

Kredens

Jeden z pierwszych moich wierszy. Na pewno gdzieś w pierwszej dziesiątce napisanych wtedy, 5 lat temu, gdy nagle i niespodziewanie mnie natchło, co jest dla mnie samej zagadką do dziś.
Ja i poezja??
Bez przesady.
A jednak...
Długo siedziałam w kredensie po babci. Doskonaliłam sztukę lepienia pierogów, wybaczania i milczenia. Było mi tam lepiej lub gorzej, ale znajomo. 5 lat temu jakaś siła lekko odsunęła szufladę, w której leżałam zwinięta w ciasną papierową kulkę. Ze środka jeden po drugim zaczęły wyskakiwać wierszydła, później opowieść Niegrzecznej Dziewczynce, która kuśtyka ze mną z jednego bloga na drugi od trzech lat.
To wysunięcie szuflady było wielkim przełomem w moim życiu, bo odkryłam, że mam własny alfabet, mam swoje esperanto, dzięki któremu łatwiej mi jest nawiązać dialog ze światem. Mylą mi się litery, zapominam o znakach diakrytycznych - nawet o najświętszym o zakazie rymowania - ulegam wpływom, ale próbuję wyjść z szuflady kuchennego kredensu i rozejrzeć się... Nawet jeśli nie po całym świecie, to przynajmniej po własnej kuchni.




Kredens

jestem ja
i jest on
po kątach rozpierzchły się słowa
staruszek kredens
brzuch drewniany nadyma
szuflad sekretnych strzeże

blaszany czajnik 
jak parostatek
gwiżdże
zaprasza w kolejny rejs
ku wyspom herbacianym i wonnym

kromka smaruje się sama
mleko kipi mimowolnie

miodu kropelką
głodne wargi nasycam

jestem ja
i jest on
a między nami świeca płonie
oboje chcemy przejść
do siebie
na druga stronę


Grafika: Yerka



poniedziałek, 9 grudnia 2013

Miś ( cz. 3)







Przypomniała sobie dziecięce różowe paluszki obejmujące maskotkę i przyciskające ją z całych sił do policzka. Biedny Miś. Do tej pory tkwił w jakiejś starej skrzyni pod piaskiem i czekał, aż sobie o nim przypomni. To wtedy pojawił się błędny Przekaz. W Dzieciństwie była dziura, odbierająca jej światu powietrze i sprawiająca, że stawał się płaski jak przekłuty balonik.Teraz ma niepowtarzalną szansę to naprawić... Musi przyszyć Misiowi drugi nos, załata to, co wówczas zostało rozprute.
Wzięła pluszaka i pobiegła z powrotem w stronę Pchlego Targu. Teraz już naprawdę musi się spieszyć, bo zaraz zacznie świtać. Najważniejsze, żeby zdążyła na czas wrócić do swojego życia, bo inaczej na zawsze zostanie w Wewnętrznym Mieście i będzie opłakiwała pokaleczone Dzieciństwo. Dzieciństwo, któremu urwano nos. Tymczasem miejsce w jej dorosłym życiu zajmie Kopia Zapasowa. 
Wbiegła między kramy i zaczęła wołać, że potrzebny jej  czerwony guzik, igła i nici. Nie musiała długo czekać. Natychmiast podbiegł jeden ze sprzedawców i wręczył żądane przedmioty. Usiadła na ziemi w pośpiechu nawlekając nitkę. Zaczęła przyszywać guzik w miejscu, gdzie Miś powinien mieć nos. Ukłuła się kilka razy w palec, ale udało jej się skończyć. Przytuliła Misia z całych sił do policzka. Ale dość tych czułości, natychmiast musi wracać. Tam czeka na nią Dorosłość, przed którą nie potrafi uciec. Nie potrafi i nie chce. Dorosłość była bezlitosną i wymagającą nauczycielką, a narzekanie na paluszek i główkę nie pomogą.
Biegnąc wciąż pod górę najkrótszą drogą dotarła do Murów Obronnych.  Usłyszała za plecami echo Zaśpiewu Herolda Autsajdera, ekstatyczne dźwięki fujarek i bębnów. Nieopatrznie obejrzała się za siebie. U jej stóp na rozległym obszarze znajdowało się Wewnętrzne Miasto. Słyszała z oddali nawoływania sprzedawców muszli, tamburyn Cyganki i rozmowy tłumu postaci, które tam znalazły dla siebie pierwszą i ostatnią przystań. Objęła miłosnym spojrzeniem labirynt ciasnych uliczek, chłód zatopionych w zadumie alej i mokre drzewa parków. To była chwila całkowitego zespolenia Materii i Ducha. Wrażenie Harmonii, Przenikania i Jedności było tak intensywne, że zapragnęła tu zostać na zawsze. Tutaj, tylko tutaj jest tak naprawdę sobą i u siebie. Zamknęła oczy i pozwoliła sobie na krótki trans, dzięki któremu atmosfera Miasta i zapach Błękitnego Płomienia przetrwają w niej jeszcze jakiś czas. Zaraz później pobiegła. Szybko przekręciła klucz i przeszła przez Bramę. Wróciła do domu, wsunęła się pod kołdrę. Szeleszcząc zaczęła rozwijać ręce i nogi, aby czym prędzej wypełnić własną treścią Kopię Zapasową, która zamiast niej została w łóżku obok Tego Który Jest. Po chwili Kopia Zapasowa i ona zespoliły się w jedno. Leżąc Dziewczynka uspokoiła oddech, przysunęła się do ciepłych pleców Tego Który Jest i powoli zapadała w sen. Musi się choć trochę zdrzemnąć. Jutro trzeba iść do pracy. Kiedy już była na granicy jawy i snu zadzwonił budzik. Po chwili usłyszała słowa:
- Całą noc chrapałaś! Jak robotnik po ośmiu godzinach machania łopatą – powiedział Ten który Jest.
- To nie ja! To…To…- ugryzła się w język. Nie może mu przecież powiedzieć, że ma Kopię Zapasową. 
- A swoją drogą to dlaczego sobie wzięłaś tego gościa do łóżka? - zapytał.
- O kim ty mówisz ?! – patrzyła na niego rozglądając się.
- O nim – pokazał żółtego, mocno sfatygowanego Misia. Słuchaj stary, jeśli nie będziesz podglądał, to możesz tu zostać - dodał po chwili, zwracając się do Misia.
Niegrzeczna Dziewczynka wyskoczyła z łóżka i pół przytomna z niewyspania poczłapała do kuchni zaparzyć kawę. Nie ma to jak Ciągi Bliższe. One zawsze przerzucają pomosty między tym co jest w Wewnętrznym Miastem a światem na zewnątrz.
,,Przez całą noc uganiałam się za...za...powietrzem! A tymczasem wystarczyło przyszyć Misiowi guzik." - pomyślała trochę zła na siebie i ziewnęła.   
Podniosła żaluzje i odruchowo wyjrzała przez okno. Na parapecie siedział wróbel, a daleko na końcu uliczki zobaczyła sylwetkę bezdomnego lwa, który od kilku miesięcy kręcił się w tej okolicy. A więc świat odzyskał wszystkie wymiary, skoro lew znajdował się dalej niż wróbel na parapecie! Świat jest znów czerwonym balonikiem unoszącym się w powietrzu. Nie jest już płaski! Jak dobrze! Znów będzie przed nią uciekał kolorowy i lekki,  a ona pobiegnie za nim i będzie podskakiwała chcąc złapać za sznurek.
To jednak musiała być jakaś dziwna choroba oczu.  
Oczu lub serca. Może w niektórych bajkach są szczęśliwe zakończenia? 
Chodząc po mieszkaniu, zbierała z podłogi myśli, resztki snu i wpychała je do torebki H&M. Spieszyła się. Czekała na nią Dorosłość. Na to spotkanie nie może się spóźnić. Zajęta krzątaniną nie mogła widzieć, że Miś wodzi za nią szklanym wzrokiem Herolda Autsajdera...




Grafika


niedziela, 8 grudnia 2013

O Wewnętrznym Mieście i lusterku ( cz. 2)



Przy okazji zauważyła, że Mury Obronne były bardzo zniszczone. Przypomniała sobie Scarlett O’Harę, która ją nauczyła prostej mantry: ,,Pomyślę o tym…jutro.” Tak. Jutro. Byle nie teraz. Nie dziś. Jutro jest często najlepszym terminem. Pomyśli o Murach Obronnych jutro. Dziś musi odnaleźć  Wentyl. Nie sposób żyć w płaskim świecie. Poszła przed siebie. Dość szybko udało jej się dotrzeć na Pchli Targ.
Był to wielki plac, na którym jak okiem sięgnąć handlarze porozkładali  prowizoryczne kramy i budki. Stoiska z jakimś żelastwem, z owocami, sterty ubrań, kwiaty, klatki ze zwierzętami nieznanych gatunków, książki, suszone kwiaty, słodycze, meble, obrazy i wszelkie inne rupiecie… O przeznaczeniu wielu tych rzeczy nie miała pojęcia. Było tu wszystko, cokolwiek można sobie wyobrazić, a nawet to, czego nie można. Przechadzała się wśród tej menażerii i rozglądała za jakąś skrzynią. To ona wessała powietrze – tak przynajmniej zapamiętała z Zaśpiewu Autsajdera.
- Dziewczynko! Dziewczynko! – usłyszała wołanie.
Obejrzała się i zobaczyła Cygankę, która koniecznie chciała ją zaciągnąć do swojego kramu. Niechętnie pozwoliła się prowadzić. Cyganka wyjęła spośród sterty przedmiotów płaskie zawiniątko. W pierwszej chwili pomyślała, że to jakaś książka. Jednak kiedy Cyganka je odwinęła, okazało się, że to jest stare lusterko wyjątkowo pięknej roboty. Podekscytowana Dziewczynka chwyciła do rąk cacko. Zawsze chciała takie mieć. Obejrzała je, przejrzała się i zaniemówiła. To, co tam zobaczyła zaparło jej w piersiach dech. Wstrzymała oddech i pochłaniała wzrokiem własne odbicie. Wpadła w lekką konsternację. Jak to możliwe?? Ta piękna twarz należy do niej?? Dotknęła dłonią policzka, ust... Odgarnęła włosy z czoła. Tak, to na pewno jej twarz, ale znacznie piękniejsza od tej, którą zapamiętała jako własną. Jak to możliwe?? Tymczasem Cyganka stała obok i przyglądała się scenie z dziwnym uśmiechem.
- To nie jest zwykłe lusterko. Jeśli je będziesz miała, nie tylko ty będziesz widziała to, co teraz. Każdy kto będzie na ciebie patrzył zobaczy to samo.
- Chcesz powiedzieć, że posiadanie lusterka sprawi, że wszystkim będę się wydawała piękna?? – zapytała z niedowierzaniem Niegrzeczna.
- Tak – pokiwała głową Cyganka – właściwie to lusterko już jest twoje. Wszystko co jest w Wewnętrznym Mieście należy przecież do ciebie, ale…
- Ale…? Ale muszę za nie zapłacić, prawda?
Tego już się zdążyła nauczyć. Nie ma nic za darmo. Nawet tu. Zwłaszcza tu.
- Ile kosztuje? – zapytała gotowa się targować.
- Niewiele – uśmiechnęła się Cyganka - Ceną jest to, że nie będziesz mogła oderwać od siebie oczu. Stracisz zdolność widzenia innych ludzi. Będziesz na nich patrzyła, ale niczego nie będziesz widziała oprócz własnego odbicia w ich oczach. Doskonale pięknego odbicia!

Dziewczynka zamyśliła się głęboko. Czuła, że coraz trudniej zebrać jej myśli i oderwać wzrok od lusterka. Zaczynało mieć nad nią władzę. Pomyślała, że to musi być wspaniałe uczucie, być doskonale piękną. I obserwować zachwyt w czyichś oczach... Ale…Ale przecież ona tak naprawdę nie jest piękna! Jest zwyczajna. A więc inni będą widzieć nie ją, Niegrzeczną Dziewczynkę, tylko jakąś obcą ,,doskonałą piękność”. Jednak pokusa była wielka. Zwróciła się o pomoc do Intuicji, przywołała postać Starej Kobiety – jedynej Dającej Ciepło i poprosiła o radę. Wreszcie przypomniała sobie Tego Który Jest. Kochał jej niedoskonały wizerunek. Nie potrzebował kobiety z lusterka. Ale może gdyby była piękniejsza, kochałby ją bardziej? Jednak to, że nie wymagał od niej doskonałości miało dla niej wielkie znaczenie. Kochał ją nawet w szpitalu. Zwłaszcza wtedy.. A szpital to takie miejsce, które nie daje szansy na makijaż. Wyglądała wtedy brzydko, ale to mu nie przeszkadzało.
- Zabierz to – wyciągnęła w kierunku Cyganki dłoń z lusterkiem – Nie chcę go.
Odwróciła się z zamiarem pójścia dalej.
- Czy ono ma jakąś nazwę? – zapytała na odchodnym, rzucając raz jeszcze tęskne spojrzenie na drogocenny przedmiot.

- Tak: Próżność. 
Poszła dalej między kolejnymi stoiskami. Błądziła dłuższy czas i wypytywała sprzedawców o skrzynię lub Wentyl, ale bez skutku.  Plac się skończył. Dotarła do plaży. Zaczęła iść grzęznąc w ciepłym piasku. Od czasu do czasu schylała się, żeby podnieść jakiś bursztyn, który za każdym razem okazywał się zwykłym szkiełkiem.Tymczasem zerwał się  silny wiatr. Przyniósł zapach wody i glonów. Morze ogromniało, puchło i napierało na ląd kolejnymi jęzorami coraz wyższych fal, które zalewając centymetr po centymetrze plażę, cofały się na powrót do morskiego interioru. Jednocześnie wiało coraz mocniej. Podmuch zbierał wierzchnią warstwę wody, która wirowała z ogromną prędkością i tworzyła gigantyczny lej. W środku niego stała Dziewczynka. Czuła na twarzy, ramionach i nogach uderzenia pojedynczych kropel. Po chwili nagle wszystko ucichło. Trąba powietrzna zmieniła się w przyjemną bryzę, a wzburzona woda z chlupotem kołysała się u jej stóp. Zapanował spokój. Rozejrzała się, żeby sprawdzić, ile jeszcze suchego lądu zostało dokoła niej i zauważyła nieopodal skrzynię. Tak! To w niej musi być Wentyl. A więc wyprawa nie była daremna.
To musi być skrzynia, która wessała powietrze! Skrzynia z Zaśpiewu Autsajdera. Czy można ją otworzyć? Jeśli jest w niej powietrze i ona je wypuści, to co się stanie? A może jest w niej po prostu nieuszkodzony Wentyl, który musi ze sobą zabrać wracając tam, skąd przyszła? Później znaleźć miejsce, gdzie Wentyl powinien być umieszczony i napompować Świat od nowa? Ostrożnie uchyliła wieko, ale ze środka nie wydostawał się żaden podmuch. Otwarła do końca. Skrzynia była wypełniona piaskiem.
Tylko piasek?? No nie! Może Staruszka Den przekazując jej Zaśpiew Herolda Autsajdera coś pokręciła? W sumie dość sporo nalewki wtedy wypiły, a  badyl też mógł zrobić swoje.  Usiadła na brzegu skrzyni i zamyśliła się. Zdezorientowana zaczęła przesypywać piasek w dłoniach i raptem poczuła pod palcami jakiś miękki przedmiot. Był to żółty, mocno przybrudzony miś. Odrzuciła go ze złością na bok i nerwowo rozgarniała piasek dalej. Powinien tu być Wentyl! Jednak oprócz piasku i kilku pokruszonych muszelek nie było w niej nic. Usiadła zrezygnowana.
Mimochodem skierowała wzrok na misia. Zaraz, zaraz…jakoś znajomo wygląda…Ależ tak! To przecież jej ukochany miś, którym bawiła się w dzieciństwie. Była z niego taka dumna! Starsza siostra z zazdrości oderwała mu nos i próbowała to samo zrobić z oczkami, ale były zbyt mocno przytwierdzone, więc ocalały. W końcu  siostra schowała Misia na kilka dni, a Dziewczynka płakała po tej strasznej stracie. Na szczęście Stara Kobieta – jedyna Dająca Ciepło domyśliła się wszystkiego i znalazła go. Jednak to już nie był ten sam Miś. To był  miś bez nosa. Był już misiem wybrakowanym. Niekompletnym misiem. Przestał być dla niej ważny. Przestał Znaczyć. Nie chciała go. A teraz znów ma go w rękach. Co z nim zrobić? Wyrzucić jak wówczas, gdy była całkiem mała i rozżalona? ( cdn)


Grafika: Anapt

piątek, 6 grudnia 2013

Niegrzeczna Dziewczynka i przebity balonik (cz.1)




Niegrzeczna Dziewczynka pewnego dnia zobaczyła, że wszystko jest płaskie. Co to mogło znaczyć? W pierwszej chwili przypisała to jakiejś nieznanej chorobie oczu. Nie pomogło kilkakrotne przecieranie powiek. Przyszło jej do głowy, że to może być błąd w Systemie. Czyżby nowa odmiana wirusa? Wszystko płaskie! A gdzie podziała się  głębia i wielowymiarowość Świata? To, co widziała, przypominało obrazki w kiepskim komiksie. Jednak rysownik nie posiadał podstawowych umiejętności, gdyż nie było tam żadnej perspektywy. Była jedna wielka płaskość. W dodatku pozioma.  Drzewa, zamiast wesoło wyskakiwać w górę, leżały na ziemi. Domy też. Na pewno mieszkali w nich płaskoidalni ludzie, bo dla innych nie było innych wymiarów. Wszystko było jednowymiarowe. Płaskie. 
Może przejechał tędy jakiś monstrualny walec i zrównał wszystko z ziemią? Świat wyglądał jak przebity balonik. Był kawałkiem oklapniętej gumy. Gdzie podziało się powietrze, dzięki któremu balonik unosił się w przestworzach i zachwycał? Sięgnęła do pudełka na tyłach głowy. Przechowywała tam strzępki dawno zasłyszanych rozmów i całe sterty dziwnych rzeczy, które służyły głównie do robienia bałaganu. Nigdy nie przywiązywała do nich wielkiej wagi, jednak w krytycznych momentach pudło czasem ratowało z opresji. Nie pomyliła się. Przeglądając jego zawartość znalazła jedną z opowieści Klanu Papierowych Kulek o Wentylu. Często na Zgromadzeniach Klanu słyszała wzmianki na jego temat, jednak zawsze było coś, co mocniej przyciągało jej wyobraźnię i nigdy nie zapytała o Wentyl tych, które Wiedzą Więcej. A teraz stanęła przed faktem dokonanym. 

- Wszystko jest płaskie! – Zawołała stając na progu domu Staruszki Den - Świat jest  kawałkiem oklapniętej gumy. Zamiast unosić się w przestrzeni i zachwycać jak czerwony balonik na wietrze.
Den pokiwała ze zrozumieniem głową, bez słowa poszła do spiżarni i przyniosła nalewkę spirytusową. Zapaliły badyl  i już  po chwili zapach zioła unosił się nad ich głowami. Przymykając oczy sączyły płyn. Dłuższą chwilę raz jedna, raz druga wciągały dym z jednego badyla poświadczając tym samym wspólnotę Krwi i Papieru.
- Znów muszę skorzystać z twojej wiedzy, Den – powiedziała Dziewczynka.
Staruszka najwyraźniej poczuła się mile połechtana. Skinęła głową z aprobatą. Zaraz później zaczęła się kołysać rytmicznie. Dziewczynka wiedziała, że palenie badyla wprowadza Staruszkę w trans, podczas którego miewała wizje. Skupiła całą uwagę i już po chwili usłyszała tajemniczą pieśń, nuconą lekko zachrypniętym głosem:

rozniecam błękitny płomień
u bram Wewnętrznego Miasta
bębnem wybijam rytm kroków
tej która nadchodzi

ekstatyczne dźwięki fujarek
będą twoim orszakiem
dymy już tkają gobelin
pod twoje stopy
która nadchodzisz

rusztowanie z kości
mieszkanie z kości
odrzuć za siebie

wymknij Się 
wymknij
niczym wąż skórę
zdejmij Kopię Zapasową

stara skrzynia
wessała powietrze
wymknij Się
wymknij
do Wewnętrznego Miasta


Rozpoznała w tych słowach Zaśpiew Herolda Autsajdera. Niewiele konkretnego się dowiedziała, ale jedno było pewne: znów musi Się Wymknąć.
Od Staruszki wróciła do domu nad ranem. Cicho przekręciła klucz i weszła. Ten Który Jest spał spokojnie. Przez chwilę wsłuchiwała się w jego oddech. Była zadowolona z takiego obrotu sprawy, bo dzięki temu, że spał, miała ułatwione zadanie. Wymknięcie Się było zawsze pewnym ryzykiem. Nikt, absolutnie nikt oprócz niej nie miał dostępu do Wewnętrznego Miasta. To był jej interior. Miejsce zastrzeżone tylko dla niej. To jedno jedyne. Wszystkie pozostałe były zawsze dostępne. Do tego jednego – nie. Nikt o nim nie mógł wiedzieć. Nawet Ten Który Jest. Dlatego widząc go śpiącego, poczuła ulgę. Poszła pod prysznic, a później wśliznęła się pod kołdrę. Męskie ramię objęło ją w talii i ponownie zastygło we śnie. Nie obudził się. To dobrze. Czekała na to co zawsze. Aż poczuje się śliska, gibka i wilgotna, jakby pokryta łuską węża. Aż poczuje pragnienie, by zobaczyć Wewnętrzne Miasto - swoją odwrotną stronę. Przypomniała sobie  Zaśpiew Herolda Autsajdera. Jego słowa miały nad nią władzę, której zwykle nie potrafiła się oprzeć. Tylko on mógł słowami robić z nią, co tylko chciał. Zaczęła zwijać kończyny w ruloniki, kulić się, maleć i zapadać w głąb siebie samej. Kopia Zapasowa spokojnie zasypiała czując obok ciepłe ciało Tego Który Jest, a ona tymczasem była już u bram Miasta. Jak zwykle w tych momentach zrobiło jej się żal tego Ciepła, które weźmie zamiast niej Kopia Zapasowa. To była cena za pobyt w Wewnętrznym Mieście. Tyle kosztował bilet. 
Zbliżając się do Miasta widziała niebieskawą łunę nad Murem Obronnym. Herold Autsajder spodziewał się jej nadejścia i rozpalił błękitny płomień. Ekstatyczne dźwięki fujarek rozkołysały jej biodra i myśli. Wsunęła palce do szczeliny w murze i wyjęła klucz. Choć po każdym pobycie zostawiała go w innym miejscu, to i tak bezbłędnie potrafiła go zlokalizować. Dotknęła dobrze znanego grawerunku główki. Wsunęła do zamka, przekręciła i weszła. Cdn.



Grafika: Ch. Schloe


środa, 4 grudnia 2013

I co Wy na to?







Rozczulił mnie "Obszar zdolności rozumienia" i ,,Płat koncentracji nad problemami partnerki"...




Wymyśliłam cię




wymyśliłam cię
w twoich żyłach
zamiast krwi
gotuje się mój błękit

jesteś kroplą śliny
chociaż nie wypowiem
mam cię na końcu języka -
wyssałam cię z palca




Grafika: A. Zhuravleva

niedziela, 1 grudnia 2013

Piosenka akordeonistki





Piosenka akordeonistki

Na Gołębiej ulicy
kochał się pan w dziewicy,
a ona wolała drukarza,
dziewczętom tak się zdarza.


ref: W Śródmieściu ulica,
owal księżyca,
na dachu koty dwa,
w bramie śpiewam ja...


Na Szewskiej jest bar
dla zakochanych par,
co się rozstają i kłócą
zanim do siebie wrócą.


ref:Owal księżyca
i ta ulica,
gołąb gdzieś grucha,
ktoś Bacha słucha...


Na Starym Rynku z rana
przybiegła dziewica do pana:
upadła firma drukarza,
bo firmom tak się zdarza.


Pan był już żonaty,
za dom spłacał raty.
Niech porwie go jakiś bies,
dziewicy zabrakło łez.


ref: Owal księżyca
i ta dzielnica,
która japońskich
turystów zachwyca.
W podwórku brama,
melodia ta sama…


Źródło zdjęcia...

wtorek, 26 listopada 2013

Oddaj mi Się!


To było w czerwcu, kiedy usta kobiet robią się soczyście czerwone, a ich biodra kołysze ciepły wiatr - tan sam, który rozsiewa ziarenka pragnień w męskich umysłach i ciałach.
Niegrzeczna Dziewczynka jedząc jabłko poszła nad rzekę. A na brzegu siedział On. Patrzył w wodę i w tym zapatrzeniu był piękny. Gdy stanęła tuż obok, podniósł wzrok i spojrzał jej w oczy. Zanurkował w nich jak w dwóch jeziorach i nie chciał się wynurzać. Zresztą Dziewczynka i tak zamknęła oczy, zatrzasnęła powieki, odcinając mu powrotną drogę. Został. Pomalował jej świat nie tylko na żółto i na niebiesko. Zamalował wszystko, używając nawet takich kolorów, o których nie miała pojęcia, że istnieją.
Usłyszała muzykę i zdała sobie sprawę, że dobiega ona z jej własnego Serca. Męskie palce dotykały najczulszych strun i pod wpływem tej pieszczoty Niegrzeczna Dziewczynka zaczęła się rozpływać jak lody waniliowe w upalny dzień. Procesowi topnienia uległy najpierw jej nogi i dlatego Dziewczynka nie potrafiła dalej iść. Ciężko jest chodzić, gdy się ma zamiast nóg lody waniliowe. Nawet gdyby świat miał się rozsypać w drobny mak lub zniknąć, nie odeszłaby od Niego ani na krok. Od nóg to obezwładniające topnienie szło coraz wyżej i wyżej, aż dotarło do Serca, później jeszcze wyżej… I tak Dziewczynka straciła głowę. Zamiast twarzy z piegami na nosie miała teraz bezkształtną plamę o smaku waniliowym. Zamiast warg  karmel, a zamiast oczu kawałki czekolady. On zachwycił się jej metamorfozą, gdyż był wielkim łasuchem. Zajadał się karmelem i waniliową słodyczą. Sycił swoje Ego, które wreszcie nakarmione do syta rosło, pęczniało, mnożyło swoje aktywa i robiło się coraz bardziej zaborcze. On był jak Alibaba znający tajemne zaklęcie, dzierżący klucze do wszystkich skrzyń, dzięki którym całe złoto Sezamu stało się jego własnością. Rzeka mruczała swoją pieśń,  kwiaty pachniały specjalnie dla nich. Łąki lśniły w pełnym słońcu, wabiąc różową koniczyną owady tylko po to, żeby stanowić dla nich tło i scenerię. Nawet Księżyc wstrzymywał oddech, aby nie zakłócać tej harmonii i nie płoszyć chwili o smaku waniliowym.
Niegrzeczna Dziewczynka chciała sprawdzić, czy ładnie wygląda, czy jest jej do twarzy w nowej roli. W tym celu pochyliła się nad wodą w miejscu, gdzie rzeka tworzyła zakole odcięte od nurtu pasmem piasku. Powstało tam małe jeziorko wypełnione nieruchomą wodą, w której odbijały się chmury. Zajrzała do lustra wody i nie zobaczyła Się! Tak, tak. Pochyliła twarz nad lustrem i nie zobaczyła twarzy! W jej miejscu była plama topiących się coraz bardziej lodów waniliowych i karmelu. Bezkształtna, pozbawiona konturów i charakterystycznych linii, dzięki którym kiedyś była jedyna w swoim rodzaju. Kiedyś. Była. Jakaś. A teraz jej nie ma wcale.
- Gdzie ja Się podziałam?! - zawołała.
W następnej chwili zdała sobie sprawę, że jej Się zostało zamienione w pokarm dla Niego. Jej Się zostało wchłonięte i anektowane. Nie jest już autonomiczne. Jest podzespołem. Maleńkim królestwem, w którym nie ma króla.  Jej granice przestały istnieć. Kompletnie się zatarły i rozpłynęły, zostały rozmyte przez Jego coraz większe Ego. Na tym polegało opiewane przez poetów zespolenie. Na tym polegała przecież miłość. Na tym polegało szczęście. Jednak gdzieś na obrzeżach tej waniliowo- karmelowej mazi, którą teraz była, gdzieś na jej coraz bardziej niewyraźnych krawędziach wyczuła jakiś niepokój. Ledwie wyczuwalny opór. Delikatny, jednak nieustępliwy i zakłócający jej leniwą inercję rozpływania Się i wiernopoddaństwa. Skupiła wewnętrzne oko na tym miejscu,  wytężyła słuch i stwierdziła, że niepokój wprowadza Intuicja, która za wszelką cenę chce jej coś powiedzieć i tym szamotaniem próbuje zwrócić na siebie uwagę. Intuicja przypominała muchę, która ugrzęzła w miodzie i za wszelką cenę chciałaby się z niego wygrzebać, jednak trzepotanie posklejanymi skrzydełkami tylko pogarsza sprawę.
- Oddaj mi Się! - powiedziała stanowczo do Niego pod wpływem nagłej decyzji. - Mam dość roztopionych lodów!
On popatrzył na nią zdumiony.
- Przecież ja ci niczego nie zabrałem - odparł zdumiony.  - Czyżbym wszedł w posiadanie czegoś, nawet o tym nie wiedząc?
Dziewczynka uważnie spojrzała mu w oczy: mówił prawdę. A więc to ona! Widocznie sama wzięła gumkę do mazania i wymazała swoje granice z mapy ich wspólnego życia. Wytarła własne, niezależne, niepodległe terytoria. Roztopiła Się.
To był przełom. Od tej pory wszystko poszło w innym kierunku, jakby ktoś przestawił zwrotnicę. Jej pociąg wskoczył na inny tor, zagwizdał na wiwat i pomknął radośnie przed siebie. Po drodze kilka razy Się wykolejał, zgubił kilka wagoników, ale zdobył też kilka nowych. Bywało że tkwił na ślepym torze, dokąd zapędził go niedosyt i głupie marzenia, ale  maszynistą była zawsze Niegrzeczna Dziewczynka.
Jakież było jej zdziwienie, gdy pewnego dnia, po wielu zwrotach i przewrotach w jej mikroskopijnym państewku, po rewolucjach pałacowych, wojnach i przymusowych zawieszeniach broni On powiedział:
- Wiesz... Nie przepadam za wanilią. Wolę pieprz.


Grafika: Ch. Schloe

Zblogowani

zBLOGowani.pl