piątek, 31 października 2014

sobota, 25 października 2014

A jak Ameryka



Już wiem, jaki popełniałam błąd! Zaczęłam budować swoje ,,ja" wokół pisania. Zaczęłam się z tym utożsamiać. Skoro już mi się udało napisać pierwszy tekst, pierwszy wiersz,  rzuciłam się w to bez zastanowienia, bez autorefleksji, bez dystansu i czujności. Z czasem intuicyjnie zaczynałam czuć, że coś mi zgrzyta. Że buduję jakąś pustą formę. No ale jak to pustą, przecież piszę sobą, swoim życiem, tym, co mnie najmocniej dotyczy. Z samych trzewi, z najdalszych zakamarków serca, głowy... Zero fałszu, nieszczerości, pozy. To jak może być puste? Nie mogłam się w tym rozeznać.
Wreszcie jabłko Einsteina pacnęło mnie w głowę i uświadomiło mi, że w zwojach mózgowych mam robaka, który ucieka, sprytny taki...! Ale już go mam, już wiem: to co do tej pory napisałam było pełne mnie, ale pustotą było budowanie na pisaniu własnego ,,ja".Nie mogę się utożsamiać z pisaniem. Jeśli pisaniem próbuję karmić tego żarłocznego potwora jakim jest ego, tego robaka, który drąży korytarze donikąd, wówczas daję mu na pożarcie prawdziwą siebie. A inaczej: pisanie mające na calu ( nieświadomym celu!) budowanie własnego ,,ja" jest wyniszczające. Taki wiersz ma krótkie nogi. Taki tekst jest okradaniem samej siebie, grabieniem własnych kopalni dla celów mało szlachetnych. Nawet jeśli dla odbiorcy będzie olśniewający, dla mnie będzie porażką, tylko kolejną kłodą na drodze do prawdziwej siebie. I stąd to poczucie rozmijania się z sobą, bo niby piszę ze środka, z dna, a tu dalej nie ja, nie tak. Własnego życia używam jak atramentu, a tu dalej nie to, dalej zgrzyta i odbiera zamiast dopełniać. I stąd ta narastająca od jakichś dwóch lat niechęć do poezji, do aktu twórczego zwłaszcza. W którymś momencie podskórnie poczułam, że pisanie jest dla mnie źródłem zagrożenia. I miałam rację. Było, bo z czasem zaczęło mi odbierać spokój ducha i wewnętrzną harmonię, bez której nie potrafię żyć. A ten niepokój wprowadzała błędna intencja. Kiedyś wrócę do pisania, nawet teraz coś czasem skrobię, ale intencja ma dla mnie zasadnicze znaczenie. Intencja wszystko zmienia. Pisanie ma mnie wspierać i być źródłem radości, a nie sposobem na budowanie mentalnego avatara, który mnie z czasem zechce pożreć do ostatniego okruszka, do najdrobniejszej kosteczki. Nie muszę pisać, aby istnieć, bo jestem bytem niezależnym od tego, co robię. Jestem gdzieś indziej. Nie w słowach. Nie na papierze. Nie między wersami. Po prostu jestem. I kropka. Jestem sobie małym istnieniem, strzępkiem materii ożywionej na morzu znacznie większym ode mnie. Zasilam Ocean tą odrobiną energii, jaka została mi dana wraz z przyjściem na świat. Jakie to proste. Jakie oczywiste. Ale gdy się jest w ferworze poszukiwania Znaczeń i tropienia Długopiórych Ptaków, gdy się ma w głowie Niegrzeczną Dziewczynkę, która wierzga, pokazuje język jak Einstein, kręci młynka torebką H&M i wyrywa się na spotkanie Nowej Przygody, wówczas z pola widzenia znikają oczywistości. Musi spaść jabłko i nabić guza. Jest jeden warunek: najpierw musi dojrzeć. Kwaśne nie spadają.
Siedzę, stukam w klawiaturę i kiwam z politowaniem głową nad tym równaniem, w którym ,,ja" nie jest równe Ja, kiwam głową nad Ameryką odkrytą spod papierka i zastanawiam się, jakie to ma znacznie dla losów Ziemi? Żadnego. Czy ktoś to oprócz mnie zrozumie? Nie wiem. Ale tym żyję. Nad tym dumam, o ile mam czas na nurkowanie we własnych przestrzeniach. To mam w głowie, z której wyszedł robak. Juhu! Jestem wolna! Nie łudzę się, że robak już nigdy nie wróci, ale myślę, że traci apetyt na mnie, gdy go obserwuję.


niedziela, 19 października 2014

P jak pogrzeb





Przez całe życie doświadczamy różnego rodzaju przykrości, które sprawiają nam ból. Czasem to wielkie tragedie, które zostawiają głębokie rany, a czasem drobne draśnięcia, skaleczenia, otarcia... To wszystko osadza się w psychice w postaci negatywnej energii, którą Eckhard Tolle nazywa ciałem bolesnym. Muszę przyznać, że w czytanie tego fragmentu przyprawiło mnie o emocjonalne dreszcze:
,,Niektóre ciała bolesne są nieznośne, ale stosunkowo mało szkodliwe - trochę jak rozkapryszone dziecko. Zdarzają się jednak złośliwe, niszczycielskie potwory, istne demony. Część z nich posługuje się przemocą fizyczną, ale znacznie liczniejsze uciekają się do przemocy w sferze emocjonalnej. Jedne napastować będą ludzi z najbliższego otoczenia, a inne zaatakują ciebie - swojego żywiciela.(...)
Czasem wydaje ci się, że kogoś dobrze znasz i nagle stajesz oko w oko z tym obcym, wstrętnym stworem. Ważniejsze jest jednak obserwowanie własnego ciała bolesnego, aniżeli cudzych. Zauważaj w sobie wszelkie przejawy niezadowolenia: irytację, zniecierpliwienie, zasępienie, chęć czynienia krzywdy gniew, przygnębienie, pragnienie, aby w twoim związku pojawiła się nuta dramatu. Mogą one oznaczać, że ciało bolesne próbuje zbudzić się z uśpienia. Jeśli rzeczywiście się zbudzi, natychmiast je na tym przyłap. Ciało bolesne walczy o przetrwanie - tak jak każdy byt. Przetrwać zdoła tylko pod warunkiem, że skłoni cię, abyś bezwiednie z nim się utożsamił. Może wtedy wychynąć z ukrycia, przejąć władzę, niejako stać się tobą i za twoim pośrednictwem żyć. Potrzebuje ciebie jako narzędzia zdobywania pokarmu. Będzie się żywiło każdym doznaniem, które wibruje pokrewną mu energią czyli wszystkim, co rodzi nowy ból pod jakąkolwiek postacią: niechęci, gniewu, skłonności niszczycielskich, nienawiści, rozpaczy, dramatycznych emocji, a nawet choroby. Gdy więc ciało bolesne tobą zawładnie, stworzy ci sytuację, która odbije ku niemu energię nastrojoną na taką samą częstotliwość, żeby mogło się nią karmić. Ból może się żywić tylko bólem. Nie może się żywić radością. Po prostu jej nie trawi. Z chwilą gdy ciało bolesne przejmie władzę nad tobą, twój apetyt na ból wzrośnie. Staniesz się ofiara lub oprawcą. Zechcesz zadawać cierpienie albo cierpieć - jedno od drugiego niewiele się różni. Oczywiście nie jesteś tego świadom i będziesz twierdził z zapałem, że wcale bólu nie pragniesz. Ale jeśli uważniej się przyjrzysz, zobaczysz, że twoje myślenie i zachowanie podporządkowane są temu, aby ból nie ustawał - zarówno twój własny jak i cudzy. Gdybyś był tego świadom, cały tan schemat by się rozsypał, bo trzeba być obłąkanym, żeby pragnąć bólu, a nikt nie jest obłąkany świadomie.
Ciało bolesne - mroczny cień ego…” ( ,,Potęga teraźniejszości")

Wczoraj w wyobraźni urządziłam pogrzeb mojemu ciału bolesnemu. Owinęłam je w bandaże i z należnym szacunkiem zaniosłam do grobowca mającego postać piramidy. Wyszłam z tych katakumb, zamurowałam wejście, postawiłam na straży Cerbera, a później poszłam grabić liście. Cały czas wystawiłam twarz do słońca
Co jest teraz? Zmęczenie - jak to po pogrzebie ( i grabieniu). Jest też lekkość - jak to po pozbyciu się niechcianego bagażu.
A co będzie w miejscu ciała, spoczywającego w sarkofagu? Nie wiem. Jak znam życie, zacznie rosnąć nowe ciało, ale może już mniej bolesne, mniej samowolne, bo świadome tego, że znów zostanie pochowane.

Polly, ogromnie Ci dziękuję, bo dzięki Tobie mogłam odprawić ten rytuał. To pierwszy pogrzeb, z którego się cieszę. :))


Źródło zdjęcia

czwartek, 16 października 2014

Być albo nie być. O! To jest pytanie.

,,Tak chciałabym, tak umiałabym
powiewną być niby dym.
Królewną być, złote kwiatki rwać,
i trenować nowe miny, i przed lustrem stać.
Tak bym chciała damą być,
ach, damą być, ach, damą być
l na wyspach bananowych
dyrdymały śnić..." 


Bertha Benz i jej dwaj synowie,  05 sierpnia 1888.

wtorek, 7 października 2014

K jak klatka


fot. Anna Wołoch

A jak ale

Życie samo w sobie nie boli. Ono po prostu jest poprzez różne formy. Jedną z form jest istota pisząca te słowa. To mój umysł robi z prostego faktu istnienia nierozwiązywalny problem. Mózg to perpetuum mobile, które funduje mi wieczną zabawę w piekło - niebo, falowanie i spadanie. A ja na karuzeli i huśtawce dostaję mdłości. Bo po co mi te skrajności, skoro wystarczy być? Ale na Niższym Poziomie czyli na poziomie doznań.  A ostatnio taka wpadka! Dałam się omotać idiotycznym plotkom i kompletnie straciłam dystans. Ale dobrze mi tak, to lekcja pokory. Na szczęście w miarę szybko udało mi się z tego wyjść.
Powinnam ograniczyć myślenie na rzecz doznawania. To wymaga ciągłej czujności i obserwowania Się. Ale nic na siłę. 

K jak klatka

O co chodzi z tą tożsamością? Wszyscy o nią toczą boje, zarówno jednostki jak całe narody. A ja myślę, że tożsamość wcale nie jest taka dobra. Ona ogranicza, bo jest pochodną tożsamości zbiorowej. Jest wypadkową jakiegoś kodu kulturowego, który dostałam na wejściu, a nie samorodnym tworem. Moja tożsamość nie została wymyślona przeze mnie. Zostałam w niej osadzona przez genetyczną ruletkę. Jestem tylko jabłkiem na drzewie genealogicznym gatunku, rasy, grupy społecznej, rodziny... Mapa wyznacza moje terytorium. Tło rysuje kontur detalu. W pudełku na tyłach głowy przechowuję Zapis. Moje życie płynie tymi koleinami, które przede mną zrobili inni. 
Tożsamość to w gruncie rzeczy klatka. Może i sprawia, że wewnętrzna treść nie wycieka, nie rozpływa się i zyskuje jakąś organizację a dzięki niej możliwość funkcjonowania w grupie, ale jednak są pręty. Jest stelaż i kaganiec wypracowany przez drzewo genealogiczne. Czy można być jabłkiem na drzewku pomarańczy? Raczej nie. 
Na szczęście w tej klatce są pręty, które można rozgiąć, można wymknąć Się w świat drobiazgu, pikseli, planktonu. W świat rzeczy małych i niepozornych. Żywić Się okruchami i nie cierpieć. W krainie drobiazgu struktury wydają się mniej bezwzględne, a zejście z wydeptanej ścieżki, wypadnięcie z kolein nie grozi wykluczeniem, bo ścieżek w świecie drobiazgu nie ma. Jest plaża z całym mnóstwem piasku do przesypywania, a każde ziarenko jest inne... Byle nie ulec pokusie budowania zamków na piasku. Ile takich budowli rozwiał wiatr?


niedziela, 5 października 2014

Mądrość dnia

Idę za Markiem Aureliuszem jak ten dzieciak za mamą:

,,Jak wielki spokój zyskuje ten, kto nie baczy na to, co bliźni mówi, czyni lub myśli, ale tylko, co sam robi (...). Dobry bowiem człowiek nie powinien zwracać uwagi na błędy innych, lecz sam iść drogą prostą, bez zboczeń."


Dorothea Lange


piątek, 3 października 2014

Pudelek.pl



Od jakichś dwóch tygodni u mnie w pracy krążyła ploteczka, że Iksiński( 40 l. ) się rozwodzi. Nikt w to nie wierzył, bo małżeństwo Iksińskich, ogólnie lubiane i bardzo udane, nie sprawiało wrażenia skłóconego. Puściłam to mimo uszu, mając czarno na białym, że między nimi wszystko gra. Nadal gruchają, mają nadal w spojrzeniach to coś. Ale po jakimś czasie rozeszła się druga wiadomość, że przyczyną planowanego rozwodu jest wielce atrakcyjna koleżanka Agata ( 29 l. ), a powodem zwłoki to, że Iksiński obawia się, jak jego decyzję przyjmie żona. I wtedy zaczęło się wymienianie dwuznacznych uśmieszków nad głowami państwa Iksińskich, przeciągłe, ironiczne spojrzenia rzucane w kierunku Agaty( 29 l.)...W pełnej krasie objawił swoją moc rażenia cały ten arsenał środków, jakim zwykle ludzie dają do zrozumienia, że wiedzą, co w trawie piszczy, ale wolą milczeć. Czyżby coś wisiało w powietrzu? Bomba wybuchła w chwili, gdy Iksiński ( 40 l.) w stanie przedzawałowym zrobił nam karczemną awanturę, że chcemy mu zniszczyć życie, że był naiwny sądząc, iż pracuje wśród ludzi życzliwych. Nie, na prawdziwą przyjaźń w pracy to on już od dana nie liczy, ale na jakieś minimum uczciwości...! Trzasnął drzwiami i poszedł. Aha! Jeszcze rzucił, że zaczyna szukać pracy na budowie, bo ma dość tego g...na. A my zostaliśmy. Trzaśnięci.
Wówczas już wszyscy, bez niedomówień zaczęli roztrząsać, dywagować, snuć domysły, kojarzyć fakty... Bo rzeczywiście Iksiński od poniedziałku był jakiś podenerwowany, boczył się... W końcu coś w tym musi być. Przecież w każdej plotce jest ziarnko prawdy...i dalejże w ten deseń.
Kolega Mariusz, nieoficjalny lider zespołu, w przebłysku psychologicznego geniuszu zadał sobie trochę trudu i każdemu z nas z osobna zadawał proste pytanie: kiedy i od kogo usłyszałeś o romansie Iksińskiego ( 40 l.) i Agaty ( 29 l.). Skutek tego śledztwa zmroził mi krew w żyłach: wszyscy dowiedzieliśmy się o tym od... Agaty ( 29 l.) Łącznie z Iksińskim ( 40  l.), który dostał od niej info, że zespół o nich plotkuje. Człowiek miał prawo być podenerwowany...
Chcąc się doszukać jakiejś logiki w tej historii, zapytałam naszego Sherlocka Holmesa:
- Ale po co ona obgaduje samą siebie??
 Spojrzał na mnie z politowaniem i powiedział:
- Dla większej liczby odsłon. Patrz Pudelek pl.
Ręce mi opadły. Torsje emocjonalne to bardzo eufemistyczne określenie tego, co poczułam i do tej pory czuję.
Jeśli ktoś podczas rozmowy z Wami zapyta: ,,słyszałeś już tę ohydną plotkę na temat mojego romansu?", to wiedzcie, że trzyma kubeł pomyj i ma zamiar na Was chlusnąć. Wówczas powiedzcie: ,,nie i wolę nie słyszeć". A później w nogi, w dowolnym kierunku, byle dalej! Byle szybko! Bo ktoś taki jak Agata (29 l.) jest zwinny i potrafi odciąć drogę ucieczki.


,,Podstawowym błędem jest podawanie teorii, zanim uzyska się dane. Niepostrzeżenie zaczyna się dostosowywać fakty, by zgadzały się z teoriami, zamiast próbować stworzyć teorię, która byłaby zgodna z faktami." (Sherlock Holmes)


Ps 1. Nikt nie wie, czy pani Iksińska wie. Mam nadzieję, że zostanie jej oszczędzone...
Ps 2. Ja chcę do kur! 

Zblogowani

zBLOGowani.pl