sobota, 28 czerwca 2014

Nie obetnę warkocza

Chyba najwyższy czas, aby się skończyła procesja z poprzedniego wpisu ;-)
Przepraszam za nieobecność na Waszych blogach, ale mam nawał różnych spraw i bywanie w sieci siłą rzeczy zeszło na plan dalszy.



nie obetnę warkocza
nie uczeszę myśli
zapuszczę odrosty
nie przefarbuję głowy
nie utlenię słów


rozczochraną grzywą
będę sięgać po gwiazdki z nieba
poznam smołę piekieł
trasy ludzkich planet

przez wszystkie salony fryzjerskie
przeniosę włos
choćby ten jedyny
który nie chce być siwy
ani się poddać
trwałej ondulacji



Fot. Michał Grochowiak

czwartek, 19 czerwca 2014

Komu...






Od dzwonnicy dźwięk się niesie
przez pola, nad staw.
Echo dzwonków brzmi po lesie
od kościelnych naw.


Przy ołtarzu gałąź brzozy,
na ulicach kurz.
Chmury jasne płyną niebem,
ziemią - płatki róż.


Dzwoni Julek, sypie Gosia,
sypie tysiąc Kaś,
na urodzaj, na pomyślność
dzwoni Jaś na zaś.


A na końcu idzie anioł,
zbiera płatki róż:
ten za szczęście, ten za zdrowie,
w złoto zmienia kurz.

--------------------------------

Co robi taki odszczepieniec jak ja na widok procesji?
Pyta, komu bije dzwon i strasznie chce usłyszeć odpowiedź, że jednak Komuś...


sobota, 14 czerwca 2014

Policzki z papieru





rzęsy
policzki z papieru
na wargach celuloza


mam idealną cerę
o którą dba photoshop


mój śmiech na kanale muzycznym
ma miliony wyświetleń
a kiedy płaczę
z oczu się sypią piksele-
do złudzenia przypominają łzy


mogę umierać z miłości
tak długo jak tylko zechcesz
z serca przeszytego strzałą
krwawić czerwonym tuszem



Grafika: R. Brocken

niedziela, 8 czerwca 2014

Twarz


evamila


zarumienionym niebem
przypłynęła twoja twarz
przysłoniła mi sufit

na jej spotkanie
korabiem dłoni  wysłałam ciepło

diabeł cię tu posiał
miał szeroki gest
bujnie wyrosłeś lubczykiem

skoro diabeł cię posiał
czemu skrzydłem anioła
odgarniasz mi włosy



Ps. Słyszałam kilka miesięcy temu pewną piosenkę, która mi podsunęła pomysł do napisania tego wiersza. Tam też był anioł i diabeł... Próbowałam to dziś odszukać, ale za nic sobie nie mogę przypomnieć co to była za piosenka.

środa, 4 czerwca 2014

Przyjaźń damsko - męska





Po otwarciu listu o intrygującym tytule ,,Happy day :)" popadłam w stan cielęcego osłupienia pomieszanego ze wzruszeniem, które, cholercia jasna, rozmiękczyło mi tusz na rzęsach... Oprócz adekwatnej do tytułu treści list zawierał załącznik z tym oto kwiatkiem wręczonym mi na okoliczność piątej rocznicy wirtualnej znajomości! :)) Zawsze marzyłam o tym, żeby się zaprzyjaźnić z mężczyzną i wygląda na to, że - wirtualnie bo wirtualnie - ale mi się udało! :)) Nawet nie chcę słuchać, że to ,,tylko" wirtual. Co z tego, że on mnie nie zawiezie do pracy, gdy mi się zepsuje samochód, skoro są takie rzeczy, których nie wie o mnie nawet przyjaciółka od wożenia, a on wie? Nie potrafię jej na przykład pokazać wielu wierszy, bo nie jestem pewna jej reakcji. A on je czyta.
Po przeczytaniu listu siedziałam dłuższą chwilę przed monitorem i próbowałam objąć pięć ostatnich lat życia. Przez głowę przelatywały mi myśli, obrazy, słowa... A później wzrok padał na to zdjęcie z kwiatkiem i tusz robił się coraz bardziej miękki...
Pięć lat! Toż to kawał czasu! Przecież internetowe kontakty są jak bańki mydlane. Pękają pod wpływem jednego nieostrożnego ruchu lub gasną samoistnie, bo brakuje im powietrza. Ile takich baniek mydlanych w ciągu pięciu lat pękło w moim życiu? Ile w jego? Sporo. Jedne pękały cicho, inne z wielkim hukiem, a ta przetrwała. Ile realnych ,,przyjaźni" nie wytrzymało nawet pięciu lat? Ile w tym czasie było u niego i u mnie dramatów, zarwanych nocy? ,,Pocałunków? Schodów? Książek?"
Pięć lat temu zbiegiem okoliczności zaczęliśmy zupełnie nieświadomie budować wspólny domek z kart. Nieświadomie, bo i cóż to wielkiego? Jakiś komentarz na blogu, później jakieś listy, wreszcie ( może nie wypada? może lepiej nie?) głos w telefonie...Czy to tak wiele? Niby nie, w takim razie skąd nagle kwiatek w kopercie i pięć lat, które ktoś tak skrzętnie liczył... Skąd rozmiękczony do tego stopnia tusz, że zaczyna kapać?
Zastanawiam się, co zdecydowało o tym, że akurat ta znajomość/przyjaźń przetrwała tak długo i doszłam do wniosku, który mnie samą bardzo zaskoczył. Otóż zdecydował o tym po pierwsze dystans. Tak, tak, dystans. Obydwoje zachowujemy dystans do tej drugiej osoby. Nigdy nie naciskałam, nie próbowałam wnikać zbyt głęboko w jego życie, dawałam czas i przestrzeń, bo sama też jej potrzebuję. I dostawałam. Są rzeczy, które chce się z kimś obgadać, a są i takie, o których się woli milczeć nawet przed sobą.Jedne drzwi ktoś przed nami otwiera, inne uchyla, a jeszcze inne są zamknięte. Nie ma sensu szarpać za klamkę...
Druga rzecz, dzięki której ten domek z kart przetrwał tak długo to temperatura. Między nami zawsze było bardzo ciepło. Nie było wrzenia, nigdy nie było zimna, ale zawsze było ciepło. Jak to możliwe, żeby między kobietą i mężczyzną, którzy wprost przepadają za sobą, uwielbiają się ze sobą wygłupiać (w moim wypadku również płakać do słuchawki) i potrafią bez końca rozmawiać, nigdy nie zaczęło iskrzyć? Jest jeden jedyny, niezawodny sposób: mężczyzna musi być gejem. :D
Marilyn Monroe myliła się, śpiewając, że diamenty są najlepszymi przyjaciółmi dziewcząt. Uwierzcie mi, to nieprawda, są nimi geje!

Jak długo trwają Wasze najdłuższe, najbardziej sprawdzone wirtualne kontakty? W tej chwili piszę pod wpływem emocji, bo dla mnie te pięć lat to coś niezwykłego, ale może są tutaj znajomi ze stażem znacznie dłuższym? :)

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Fioletowy smok

Fot. Michał Wilczek



zostawię nie domknięte sny
wszystkie świece niech płoną
łuski ubrań zrzucę
namaszczę skórę ciszą

podajcie mi lustro

na znak przymierza
rozwiążę supeł włosów
otworzę wrota gajów oliwnych 
ptakom śpiewu wzbronię



po drugiej stronie powiek
zastygła poczekam
aż przyjdzie fioletowy smok




Zblogowani

zBLOGowani.pl