czwartek, 1 października 2026

Świata jest za dużo

 

Calypso ( Pinterest)


Czy ja naprawdę muszę tyle zwlekać, zanim siądę i zwyczajnie coś napiszę? Przecież inni chyba tak nie mają, bo jeśli ktoś publikuje kilka razy w tygodniu, to dla mnie oznacza, że nie ma żadnej fazy leżakowania i  dojrzewania tekstu, no bo kiedy? A u mnie wszystko musi nabrać mocy urzędowej, dojrzeć (?), sfermentować, wyrosnąć jak ciasto... A w końcu się okazuje, że wychodzi zakalec, więc go porzucam gdzieś w trawie na pożarcie ślimakom. ;p Ale czym jest pisanie w porównaniu z tym zachodem słońca, który właśnie widzę na niebie? Czym jest formułowanie myśli w porównaniu z zapachem lasu lub budlei, które nadal wabią motyle i zawisaki? Wiele razy zastanawiałam się, dlaczego nie mam takiego ciśnienia na pisanie jak dawniej. Wiele razy przychodziło mi do głowy, żeby coś zapisać, bo akurat dobry temat, myśl lub fraza, ale jakoś to się rozpływa w zapachu trawy i ćwierkaniu wróbli. Najczęściej wygrywa czucie. Bo teraz znacznie więcej czuję. W sensie sensualnym i emocjonalnym. Wyszłam z własnej głowy w znaczeniu intelektu, a zatopiłam się w doświadczaniu. Wyszłam po omacku, chwiejnie i chyba nawet na czworakach, nieco przeczołgana własną niedowarzoną metafizyką. I wturlałam Się w takie trochę medytacyjne i dające ukojenie tu i teraz, chociaż pojawiają się obrazy i flashbacki jak najbardziej realne, którym się przyglądam, biorę pod lupę z uwagą, bo zazwyczaj to jest jakaś informacja od podświadomości i tym się trzeba zająć dla własnego dobra. Wciąż odrywają się jakieś osady z samego dna psychiki i zwykle to nie pachnie ładnie, a jednak trzeba przyjąć. Bo mnie od jakiegoś czasu fascynuje mój jungowsko rozumiany Cień! 
Nic nowego co prawda, ale teraz zaglądam pod pokrywkę uzbrojona w kilka lat czytania, słuchania i zgłębiania tematu. 

Czy ktoś to wszystko zrozumie? Wiem, że piszę enigmatycznie, ale jeśli mam być prawdziwa - a mam! -  to tak muszę. Sorry guys. 

No i książki. Od lipca zapisuję to, co przeczytałam, w sumie to nie wiem po co? Może po to, żeby nie czytać po raz drugi? :)))) 

Bardzo mi podziałał na wyobraźnie tytuł najnowszej książki Olgi Tokarczuk: ,,Świata jest za dużo". Ukaże się dopiero 14 października i już pojawiają się wywiady z autorką. W jednym z nich mówiła, że świat istnieje jako dwuwymiarowe i płaskie Terytorium ( geografia, mapa itp.) i Terroir , które jest niepowtarzalną i skomplikowaną cechą jakiegoś miejsca, na które składają się gleba, woda, powietrze, a także historie z tym wszystkim splątane. Olga Tokarczuk jak zawsze mnie fascynuje oryginalnością i rozmachem swojej wyobraźni, za którą nie zawsze nadążam, chociaż chciałabym bardzo. 

No więc właśnie: świata jest za dużo i frustruje mnie to, że tak trudno go opowiedzieć. Dlatego zwykle milczę.