sobota, 29 listopada 2014

M jak można

Nicholas Bell


Można traktować życie jak materiał literacki. Zbudować magazyn pomysłów na nowe teksty. W pudełku na tyłach głowy mieć szufladki, schowki, przegródki, foldery. W jednym miejscu trzymać przydatne przy pisaniu wierszy metafory, w innym  historie, które się rozwinie w prozie, gdy już dojrzeją. Można  spijać nektar, zanosić pyłek z kwiatów do ula, trawić, upychać w plastrze wosku i produkować miodzik. Można mieć z tego mnóstwo frajdy i ja ją mam od chwili, gdy odkryłam tę słodycz.
A można zrobić inaczej: doznawać bez intencji gromadzenia. Płynąć z nurtem drobnych zdarzeń z wyłączonym czujnikiem przydatności pisarskiej. Ten sposób świadomego odbierania rzeczywistości bez chęci budowania z niej literackich domków z kart dopiero poznaję. Na pewno to umiałam będąc dzieckiem. Teraz znów dziecinnieję. Przecieram oczy i dostrzegam ten sam stary, poczciwy świat na nowo. Zaczynam się w tym rozsmakowywać. Obserwować i po części rejestrować sam proces reagowania na rzeczywistość, która przestaje być tworzywem, a staje się ciepłą wodą niosącą moją łódkę w stronę nieznanego Oceanu…
Można kolekcjonować ludzi w klaserach jak znaczki pocztowe. Tu Błękitne Mauritiusy, a tam inne, odklejone z pocztówek od cioci z Kanady.
Można zostać ustrzelonym i jako trofeum myśliwskie zawisnąć na cudzej ścianie. Spoglądać na biesiadników pustym, szklanym okiem wypchanego ptaka.
Ale można też latać tam, gdzie nie docierają odgłosy polowania lub w bezpiecznej odległości przysiadać na gałęziach.

27 komentarzy:

  1. Piękny przykład prozy poetyckiej Emmo :)!. Bardzo mi się podoba, no i podpisuję się...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Abi,
      po pierwsze muszę napisać, że ślicznie wyglądasz! :)
      A po drugie dziękuję. Tak mi się jakoś teraz słowa układają...;-)

      Usuń
  2. Zupełnie jakbym czytała De Mello. Przegryzałam się przez tą książkę długie tygodnie, popadając w emocjonalne skrajności. To ponad moje możliwości. Czuję, że masz rację, podziwiam i zazdroszczę (trochę).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam de Mello i trafił do mnie. :) Możliwe, że to jeden z owoców tej lektury. A może zwykłe zmęczenie kogoś, kto powisiał na ścianie w domku myśliwskim i w końcu postanowił z niej zejść ;-))

      Usuń
  3. Kabotynizm taki, co? Niestety, mi nie jest obcy. Powodzenia więc w podróży wstecz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obraz rzeczywistości jest zwierciadlanym odbiciem naszego umysłu. Inaczej nie będzie. Ważne, że to dostrzegasz.
      Pomyślnych wiatrów :)

      Usuń
  4. Życie to taki ocean ...raz spokojny a raz wzburzony...
    Wiele w naszych głowach i sposobach postrzegania ...
    Fajny tekst - podoba mi się..
    Ściskam ciepło:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sunrise,
      z Tobą przychodzi Słońce :)
      Tak mi się pomyślało, a że należę do tych, które najpierw piszą, a później myślą, to i napisałam :*
      I ocean znacznie spokojniejszy dziś. :)

      Usuń
    2. Szukałam piosenki:*- znalazłam :):):)
      Proszę , lubię ją:)
      https://www.youtube.com/watch?v=OnVJCEZeLLY

      Usuń
  5. widocznie można jeszcze inaczej
    totalnie nieliteracko, spontanicznie, urywanie, kawałkami żyć
    bez przyczyny i bez uzasadnienia, błąkać się tylko po nieuczęszczanych zanadto ścieżkach i zrywać niedojrzałe owoce swej własnej głupoty
    manowce bez kresu

    Uwielbiam to, jak piszesz, Emmo :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dżej,
      tak, możliwości jest tyle ilu ludzi. A każdy człowiek ma swoje poletko możliwości. Niestety rosną na nim też konieczności, ograniczenia...
      A najważniejsze jest to, żeby do całej tej mierzwy, przez którą się musimy przedzierać, mieć dystans. Nad tym pracuję.
      Dobrze mnie nastroiłaś na cały dzień. Dzięki! :**

      Usuń
  6. Jak to dobrze, że ciągle można :) Jeszcze można i oby jak najdłużej! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pandeMonia,
      ,,wszystko można lecz z ostrożna" - ulubione powiedzonko mojego taty :))

      Usuń
  7. Miałam tak kiedyś z fotografowaniem. Postrzegałam świat jako warty sfotografowania lub nie. Każdy widok był "materiałem". Odczuwanie z przesunięciem czasowym i z wyobrażeniem widza.
    Przeszło mi samo. Pojawia się czasami, ale jako sposób, a nie konieczność.
    Zastanawiam się jak sobie z tym radzą pisarze, fotograficy i inni, którzy zawodowo zapisują życie i siebie w życiu.
    Uściski Emmo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magda,
      obawiam się, że wielu z nich sobie zwyczajnie nie radzi. Gdyby ktoś zrobił poważne badania i obliczył statystycznie ilu pisarzy i innych twórców to ludzie szczęśliwi, zadowoleni z życia, mający dobre związki i relacje z otoczeniem, to obawiam się, że ten rachunek nie wypadłby zbyt kolorowo.
      Badałam temat przez kilka lat na własnej skórze, ale przewartościowałam sposób widzenia siebie na tle świata...
      Też mi przeszło. Nie lubię ,,konieczności", a tej długo nie dostrzegałam, bo była adrenalinka i było fajnie ;-) Coś tam skrobnę czasem, ale wolę żyć dla przyjemności życia, a nie dla pisania.

      Usuń
  8. Zatem życzę Ci, Emmo, przyjemnego i pełnego wspaniałych doznań latania. Wszak ptakiem jesteś i to wyjątkowym :)

    OdpowiedzUsuń
  9. To bardzo ważne, żeby ocalić w sobie dziecko :)
    PS
    Chciałam się przy okazji pochwalić, ze do mojego karmnika przylatuje kowalik! Po raz pierwszy! Jaki jest śliczny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie: po co myśmy w ogóle dorośli? Psu na budę to wszystko, skoro teraz musimy się doszukiwać w sobie dzieci ;-)

      Ależ miałaś spotkanie! Jak w Zaczarowanym Ogrodzie! Masz w totemie normalnego ptaszka, a mnie się ubzdurał zimorodek i raczej nie mam szans na bliższą znajomość. :(

      Usuń
  10. Przeraziła mnie opcja bycia znaczkiem czy ustrzeleńcem. Nie kolekcjonuję i raczej nie etykietuję a tym bardziej nie (u)strzelam - nic w tym fajnego nie ma, ani dla eksponatu ani dla zbieracza. Latanie w bezpiecznej odległości może być ciekawe jako chwilowa perspektywa spojrzenia z dystansu, ale nie pozwala dotykać, być w czymś, więc chyba tak na co dzień najbliżej mi do pierwszych dwóch "można". Dałaś do myślenia, Emmo. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fibula,
      mnie też żadna z tych dwóch opcji nie zachęca. Jednak zaobserwowałam te zjawiska i to, że w zasadzie wybór należy do nas, jednak trzeba być uważnym, żeby to zobaczyć i świadomym, żeby za tym, co się dostrzegło, podążać.
      A spojrzenie z dystansu to moje marzenie, które próbuję realizować od kilku miesięcy. Do tej pory rzucałam się w wir życia czasem na oślep i ,,dotykałam" jak to trafnie nazwałaś. Nadszedł czas siedzenia na gałęzi. ;)
      W zasadzie sobie to wszystko dałam do myślenia, ale jeśli Tobie także, to cieszę się. :)

      Usuń
  11. Najlepszy na ponowne rozsmakowanie się w świecie jest spacer z psem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne. :)
      Zresztą świat mi nadal smakuje, ale w nieco innej kompozycji smakowej. :)

      Usuń
  12. No nie można. Nie można się napatrzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie mogłam oczu oderwać. :)

      Usuń
  13. każde zycie to materiał na książkę, post, wiele, wiele materiału... nie zdąży się wszystkiego opisac, przetworzyć, strzegę się by nie wpaść w paranoję gromadzenia...

    OdpowiedzUsuń

Zblogowani

zBLOGowani.pl